Dżipies na polskich dróżkach

„...Jeśli nie chcesz mojej zguby....
dżipiesa kup mi luby"
Luby, najwyraźniej nie chciał zguby, co udowodnił dżipiesa kupując.
No! I teraz jeździmy razem. Ja i mój dżipies. Po drogach dróżkach i bezdrożach. Częściej po bezdrożach.
Ten dzipies to mądre urządzenie. Bardzo. Lepiej ode mnie wie gdzie chcę jechać. I mnie o tym informuje głosem męskim. Na ucho biorąc, dość przystojnym. A co! Jak już mam samotnie podróżować, to niech mi chociaż facet drogę wskazuje.Szkoda tylko, ze uwodzicielski głos nie idzie w parze z ... ponętną obudową. Trudno. Nikt, ani nic nie jest idealne:)
Nastawiłam sobie tego dzipiesa. Wpisałam adres. Że Warszawa, że Rzymowskiego i jeszcze numer. I kazałam się prowadzić.
- Jadziem, Panie Zielonka - wrzasnęłam bojowo wciskając pedał gazu. Urządząnko chwilę pomyślało. Coś tam zaszumiało, zatrzeszczało. I oto jest. Mapka, kilometry, i czas w jakim powinnam te kilometry pokonać.
I sobie jedziemy - wespół zespół, ku szerokim ulicom Łorsoł city. Już w pierwszym mijanym miasteczku doszło między nami do nieporozumienia.
- Za 600 metrów skręć w lewo - mówi (ten gość z dżipiesa)
- Za 200 metrów skręć w lewo - powtarza.
- Słyszałam - mruknełam - Ale coś mi się widzi, że ściemniasz. Tu to chyba prosto trzeba.
Ale gdzie tam! Upiera się że mam skręcić w lewo. Ja też się uparłam. Pojechałam prosto. Wbrew jego woli. A on na to:
- Jedź tą drogą.
No proszę! Jaki zgodny. Jedziemy dalej. A ten znowu zaczyna.
- Za 600 metrów skręć w prawo.
- Super! W prawo umiem. Gorzej ze skręcaniem w lewo. Ale pracuję nad tym.
- Za 200 metrów skręć w prawo.
- Dobra, dobra. Słyszałam. Skręcę. Tym razem niech będzie po twojemu.
Chciałam jeszcze mu coś powiedzieć, ale musiałam się psychicznie przygotować do manewru. Skręciłam. Wedle życzenia. Droga jakaś taka dziwna. Jakości podrzędnej. Brukowana miejscami. Potem bardziej polna. Ale co tam. Jadę. Ostatecznie facet chyba wie co mówi.
W miarę upływu kilometrów, zaczęłam tracić pewność co do tego czy aby na pewno wie. Co gorsza zaczęłam snuć paskudne podejrzenia, że mnie chce w zamiarach niecnych, na jakieś manowce sprowadzić.
Jedziemy jednak dalej. Z zawrotną prędkością 30 kilometrów na godzinę.
A i to w porywach.
I tak trochę polna drogą, trochę autostradą, trochę lasem, kawałek rżyskiem, trochę kartofliskiem i jeszcze troszkę burakami - dojechałam. To znaczy, dojechaliśmy. Ja i mój dzielny dżipies. Wespół zespół, "by żądz moc móc zmóc". I cały czas chodzi o żądzę przygód, żeby nie było!
- Jesteś u celu - poinformował mnie facet z dżipiesa.
- Po pierwsze jesteśmy. Po drugie to widzę. A po trzecie to dwie godziny później niż zazwyczaj.
- Ale za to zrobiłaś o cały kilometr mniej! No i te krajobrazy mijane....- tak by pewnie powiedział ten dżipiesowy głos gdybym mu zasilania nie odcięła.
Zadzwoniłam do Księcia Małżonka, żeby zameldować o przybyciu i złożyć relacje z trasy.
- Jak się jechało? A...no i dlaczego tak późno?
- No wiesz... chyba drogi pozamykali, bo jakimiś bezdrożami jechałam. Wszystko przez to Euro! Cholerne! Drogi słabe to i późno.
Chwila ciszy. I rechot.
- Na najkrótszą nastawiłaś?
No to mamy jasność...
Wnioski po podróżne:
- Dżipies jest tak mądry jak osoba go obsługująca.
- Instrukcje obsługi służą do czytania, a nie do zapisywania złotych myśli. I należy je czytać. KONIECZNIE! W całości!
- Niedługo jadę do Gdańska. Nastawię na najdłuższą. Może zahaczymy o Kraków?
Źródło zdjęcia w sieci
...swoją drogą to do roweru chyba też powinnam sobie zakupić :D
....jak już będziesz w Krakowie to daj znać...pójdziemy na czekoladę....godzinka w tę czy wewtę nie ma chyba znaczenia......:).....
OdpowiedzUsuńHehe! Nowoczesność w domu i w zagrodzie, to później masz! Babo dżipiesa... ;))
OdpowiedzUsuńDobrze, że Cię ten dżipies nie utopił w okolicznych bagnach i trzęsawiskach.;-)O stawach i jeziorach nie wspominając...:D
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńUrzekły mnie Twoje wnioski wyciągnięte z tej magicznej podróży. Muszę je mocno wziąć do siebie. :-)) Zwłaszcza sugestię, że Dżipies jest tak mądry jak osoba go obsługująca. :-D Mam tutaj na myśli wszelakie urządzenia, nie tylko Dżipies.
OdpowiedzUsuńCudnie napisane. :)
A już myślałam, że na tych manowcach huknie, błyśnie i obudowa przybierze postać jakiego Brada Pitta. Wszak kto pitta, nie błądzi!
OdpowiedzUsuńA już się bałem, że Ty rzeczywiście tym rowerem do stolicy gnałaś... :)
OdpowiedzUsuńMnie już nawet nie wkurzało, że ten dżipies głupszy niż ... nie powiem bo mnie blondynki zakrzyczą i ze mnie tez w buraki wyprowadzał, tylko że gadał do mnie pańciowatym głosikiem jakiejś laluni z dziwacznym akcentem. Cholery można było dostać od tych jej ą i ę okrągłych. A Małż właściciel pojazdu i ustrojstwa uparcie twierdził, że nie da się zamienić na głos męski. Akurat!!!
OdpowiedzUsuńWielu włącza tę zabawkę i wyłącza myślenie... ;) No i chociaż opcje warto znać, żeby sobie dobrze wybrać :P
OdpowiedzUsuńMiłych podróży!
Wkurwiaja mnie takie oduczajace myslenia urzadzenia, po prostu nie widze potrzeby wysylania mojego mozgu na urlop:)))
OdpowiedzUsuńCzy to do Gdańska, czy do Koziej Wólki, z Dżipiesem, czy bez, o Kraków zawsze warto zahaczyć! :)
OdpowiedzUsuńMajaK...
OdpowiedzUsuńJak już będę to nie omieszkam :)
Maura...
No mam... dwie godziny w plecy:)
Akemi...
Chyba mnie "oszczędził" :D
:) Miłej soboty :) uściski dla M&M
OdpowiedzUsuńJolu...
OdpowiedzUsuńU mnie przede wszystkim to komputer jest tak mądry jak ja.... :D Dżipies jest na drugim miejscu :D
Zgaga...
Mozer powinnam go cmoknąć? tak profilaktycznie? Tyle, że zamiast Pitta wolałbym ... Krasnoludka :D
Latarniku...
Nie jestem aż tak szalona:D
Mira...
OdpowiedzUsuńNo co prawda to prawda. Głupie toto. I nie daje się przekonać, że jest inaczej :D
Mała Mi...
Na szczęście producenci ostrzegają, że to jedynie sugestia...:D
Stardust...
Święta racja:) Nic nie zwalnia od myślenia :)
Beatta...
OdpowiedzUsuńRacja. O Kraków zawsze warto zahaczyć:)
Rybiooka...
Dzięki w imieniu M&M :)
Dobrze że cię do lasu nie wywiózł i krzywdy nie zrobił...
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, jak ty skręcasz w lewo? Jeździsz ciagle w prawo że w końcu do "lewo" dojechać?
O matko!
OdpowiedzUsuńCiekawe co on robi jak droga rozkopana? Uwzględnia objazdy?
Jechałaś długo, ale dojechałaś. Mój "Stefanek" postanowił mnie poprowadzić w lewo... w prawo... prosto... jeszcze raz w prawo- a tam schody. Strome. I zapomnij człowieku, że samochodem tam wjedziesz. Stefana więc wymieniłam na Wandę, która pokazuje mi czasami, że jadę w powietrzu :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie uprzedziłaś, następnym razem zapraszam na kawusię moją. Świeżutką z ekspresu! :) I piankę Ci ubiję :))
OdpowiedzUsuńA dżipiesa rzeczywiście trzeba używać z pewną wprawą, którą niniejszym zdobywasz. Ja mam takie cóś w aucie.
Hehe :) buziak słodziak
OdpowiedzUsuńMoje doswiadczenie z 'dzipiesem' wygladalo tak: on mowi,Maz slucha,blagalnym wzrokiem spoglada na mnie,ja szybko tlumacze z polskiego na nasze...i po dwoch podobnych wycieczkach postanowilam dokladnie przeczytac instrukcje:)
OdpowiedzUsuńDobre:) Gratuluje poczucia humoru! A trolle gonimy, na Onet :D
OdpowiedzUsuńja tam lubię błądzić i gubić się - spora radocha z własnego odnalezienia się JEEEST:)))
OdpowiedzUsuńjak już zahaczysz o Kraków, to daj znać! pójdziemy na kawę, bez dżipiesu..;-))
OdpowiedzUsuńno do Krakowa to barssssssssss :) zapraszamy:)
OdpowiedzUsuńNasz dzipies każe nam bez przerwy zawracać nawet jak już jesteśmy u celu.I bądź tu mądry :)
OdpowiedzUsuńNajbardziej podoba mi się wniosek:
OdpowiedzUsuńInstrukcje obsługi służą do czytania, a nie do zapisywania złotych myśli.
Muszę sobie zapisać ;))
Niejednego ponoć Giepees wywiódł w pole... a jednego nawet na manowce:)
OdpowiedzUsuńDobrze, żeś się nie dała:)
czytając myslałam, ze Ty naprawdę prazy rowerze to-to masz!:)
OdpowiedzUsuńja tam wole mapę i "na język" :)
będziesz w Gdańsku? daj znać:)
to jest świetne, ahahahahahaahaha xD ;D kocham Cię.
OdpowiedzUsuńWróciłam. To była daleka podróż. Nie tylko ze wzgledu na odległość...
OdpowiedzUsuńPeeS. Kwaku... ale wyznania! Zapamiętam sobie :D