Farba

Syf, malaria i guziki. Oraz drobiazgu pięcioro. Miał być mały biały domek, ogródek, pies bernardyn, huśtawka i różowe ściany w salonie. Różowe,jak ich życie, które skwapliwie planowali. Coś nie wyszło. Życie zweryfikowało marzenia. Skończyło się na M4 w mrówkowcu, doniczce na parapecie i chomiku. Kolor ścian przypominał brudną ścierkę. Takiej samej barwy była codzienność. Szarobura. I pozbawiona perspektyw na lepsze jutro.
- Dość tego! - krzyknęła i żeby bardziej podkreślić prawdziwość swojego protestu, tupnęła nogą. Nawet na nią spojrzał, unosząc powoli wzrok znad wczorajszej gazety. Dzieci też oderwały głowy od japońskiej kreskówki. Wyglądała bojowo. Stała w dziwnej pozie. Coś jakby połączenie Statuy Wolności z Supermenem. Mimo papilotów na głowie, przydeptanych kapci i poplamionego szlafroka wyglądała na zdecydowaną i pewną tego co mówi. Nikt z domowników nie wiedział dokładnie czego ma dość i na jak długo, ale postawa kazała wierzyć, że mówi serio. Bardzo serio.
- Idę spać - zakomunikowała. Widząc ulgę na twarzach domowników, że niby "dość" dotyczyło tylko dnia dzisiejszego dodała - Szykujcie się. Nadchodzi nowe. Od jutra zaczynamy!
- Ale co? - niemrawo zainteresował się mąż, pan i władca.
- Życie - rzuciła krótko. I tyle ją widzieli.
- Acha - powiedział On i ponownie zanurzył nos w gazecie.
- Achaś - powiedziały dzieci i wróciły do japońskiej kreskówki.
"Wymagaj od wszystkich. Sobie też stawiaj wymagania" - z taką myślą zasypiała i z taką się obudziła wraz z pierwszym dźwiękiem budzika nastawionego na nieludzko wczesną porę. Jak nigdy uprasowała pięć poszarzałych od ciągłego prania dziecięcych bluzeczek, pięć par wytartych na kolanach spodni. Przygotowała śniadanie. Czym chata bogata, a że biedna, to skromne.
- Nigdy więcej! - mruknęła rozczesując skręcone włosy. Wszystkie gąbkowe wałeczki wylądowały w koszu - Wyglądam jak własna ciotka dwadzieścia lat temu. A w poradniku wyraźnie stało. czarnym Arialem na poszarzałym, że "zadowolenie z siebie kluczem do sukcesu".
- Pobudka! Wstawać leniuchy! - zawołała radośnie, bez zwykłego porannego marazmu - Dzień się budzi a Wy razem z nim! Przygotowane ubrania wywołały zdziwienie umiarkowane. Wielkie "O" na buziach pojawiło się dopiero na widok zastawionego do śniadania stołu.
- No! Jeśli na tym ma polegać to nowe, to jestem za - powiedział On, sięgając po herbatę.
- Nie tylko na tym. I nie masz wyjścia, musisz, być za!
- Tak? A kto tak niby zadecydował? Co? - zakpił
- Ja. Zadecydowałam. I tak będzie! - odpowiedziała pewnie - Zaraz po śniadaniu, odprowadzisz dzieci do szkoły. A wracając...
- Ale dlaczego ja? - przerwał
- ...wstąpisz do hurtowni. I kupisz farbę. Różową. A! I pędzel. Albo wałek. Co wolisz.
- ale... - zaczął niepewnie
- Powiedziałam! I zdania nie zmieniam!
- A ty? Co ty będziesz robić? Lenić się?
- O nie! Wracamy do naszych planów. I tym razem na marzeniach nie poprzestaniemy!
Zmiany zaczęli od ścian. Świeża, różowa farba przykryła szaroburą.
Źródło zdjęcia w sieci
Cudne! :))
OdpowiedzUsuńMauro, dzięki:)))
OdpowiedzUsuńO! I to jest dopiero nowy początek! :)
OdpowiedzUsuńJest decyzja, jest początek :)
OdpowiedzUsuńLatarniku...
OdpowiedzUsuńKiedyś trzeba zacząć.. żyć:)
Magenta...
Decyzja jest ważna, najważniejsze jest jednak wytrwanie:)
Ważne, żeby tupnąć nogą i iść dalej z lepszym sobą dla siebie i najbliższych
OdpowiedzUsuńNo! Idę prasować :)
Różowy, to taki kolor, który nie pozostawia patrzących obojętnymi. Powodzenia:-))
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie jest dobre przede wszystkim z powodu udanego połączenia farsy z problemem "życia". Życie jako takie, czy gorsze czy lepsze, często zaczyna nas nudzić, a to wywołuje w nas złe emocje. Symbolika ściany = życie również użyta umyślnie. Jakby nie patrzeć gdziekolwiek jesteśmy czujemy się jak w pomieszczeniu ze ścianami. Dom, klatka, biuro pracy, nawet park... wszystko posiada ściany, nawet planeta, choć jest okrągła. Jest treść, jest poczucie humoru zrównoważone z poruszeniem poważnego problemu, dotyczącego KAŻDEGO człowieka. Nie będę gratulował, nie pierwsze i nie ostatnie udane opowiadanie. Pozdrawiam Nivejko!
OdpowiedzUsuń...od czegoś trzeba zacząć........oby to nie był słomiany zapał....:)...
OdpowiedzUsuńi właśnie o to chodzi!
OdpowiedzUsuńMargo...
OdpowiedzUsuńCzasami takie tupniecie więcej znaczy od słów...:)
Akemi...
I pomyśleć, że kiedyś miałam alergie na róż:)
Kwaku...
O lepszej recenzji nawet nie marzyłam...:)
MajaK...
OdpowiedzUsuńZapały zwykle są słomiane. Trwalsze są mocne postanowienia :)
Lelevina...
Tak jest! Psze pani:)
najważniejszy pierwszy krok-lecę po farbę:)
OdpowiedzUsuńTakie banalne, a jakże proste: "chcieć to móc" :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba ten styl pisania. Pozdrawiam ciepło :)
OLQA...
OdpowiedzUsuńRóżową?:D
DorotiS...
Dokładnie tak. Chcieć, to móc:)
PeeS. Dobrze, że się odezwałaś, bo nie mogłam cię odnaleźć:)
z uporem maniaka próbuję wciąż od nowa..:)
OdpowiedzUsuńwięc chodź, pomaluj mi świat... :-)
OdpowiedzUsuńIda...
OdpowiedzUsuńI tak trzymać:) Tylko uparciuchy coś osiągają :)
Emma...
Na żółto? Czy na niebiesko? :)
Najważniejszy pierwszy krok, zołziczko:)))dzięki za tchnienie optymizmu:) buziole:)
OdpowiedzUsuń:) Ty wiesz, Nikuś, ze ja z natury jestem optymistka... trochę niepoprawna. I często wbrew wszystkiemu :)
OdpowiedzUsuńW pierwszej chwili trochę się wewnętrznie zbuntowałam na różową farbę, ale w sumie moje ściany przypominają pewien odcień różu.
OdpowiedzUsuńA decyzje, żeby rozpocząć zmiany od zaraz trzeba wprowadzać w życie natychmiast! :)
POWODZENIA!
piękne to ....
OdpowiedzUsuńTo ja tę dziurę w ścianie w poniedziałek ....
OdpowiedzUsuńja mam różowy przedpokój, ale zamierzam przemalowac go na intensywną, nieco drapieżną malinę - własnie po to, żeby zacząć żyć intensywniej :)
OdpowiedzUsuńświetny tekst!