Rower

- Dureń! - wydarłam się na całe gardło i z impetem rzuciłam telefon. Rzut mimo złości był w pełni kontrolowany. Celowałam w kanapę i tym razem nie spudłowałam.
- Ale że o co się rozchodzi? - sennie zapytała Osobista, leniwie podnosząc wzrok znad komputera. Osobisty laptop Osobistej albowiem, zbuntował się i odmówił posłuszeństwa (z przegrzania zapewne). Przyszła więc sobie popatrzeć na wirtualny świat z mojego okna. Oraz odpisać na meile służbowe w ilości sztuk 3 i prywatne - tysiąc pińcet.
- O durnia! Się rozchodzi. I gupka!
Zdezorientowana Osobista patrzyła na trzy pa. Trzy sekundy na mnie, trzy na telefon, pięć na laptopa.
Hola! Osobista! Bo się zazdrosna zrobię. Na mnie trzeba patrzeć, na mnie. Nie na telefon operatorowi impulsy winny i na laptopa sfatygowanego.
- Durna komóra się zepsuła? - zapytała w końcu
- A niech się nawet nie warzy!
- Wiem! - krzyknęła radośnie - Wyładowała się!
Osobista , postawiwszy diagnozę, mylną zresztą, nachyliła się nad klawiaturą i nie widziała świata poza fejsbukową tablicą.
No to sobie fuknełam i poszłam. Do kuchni.
- Też bym się napiła - Osobista powiedziała z wyrzutem, pożądliwym wzrokiem pochłaniając moją kawę.
- Ależ proszę - wysyczałam wyniośle - Odbiór w kuchni. Ale w zamian domagam się chwili uwagi. Dosłownie tyle, co jeden meil.
Osobista z rezygnacją kliknęła "na wyloguj" i poczłapała do kuchni.
Na salonu łono powróciła z kawą i michą ciasteczek. Ja nie wiem jak ona to robi. Choćbym nie wiem jak dobrze ukryła, zawsze wyszpera.
- Dobre. Chcesz? - zapytała niewinnie.
- Nie! Siadaj i słuchaj - chęć podzielenia się opowieścią o durniu i gupku, była silniejsza niż apetyt na ciasteczka z czekoladką i z orzeszkami... Mniam, pychotka!
Osobista wzniosła oczy ku niebu błękitnemu i machnąwszy wypielęgnowana łapką powiedziała;
- Dobra, nadawaj.
No to nadałam. Że taki Dureń dwojga przezwisk Gupek, zadzwonił sobie do mnie z zapytaniem uprzejmym, czy aby nie posiadam na stanie pokoju na weekend. Do wynajęcia, rzecz jasna.
- Posiadam, ewentualnie - odpowiedziałam uprzejmie. Wszak klient płaci, klient wymaga. Prysznic, papier toaletowy i uprzejmość wliczone w cenę za osobodobę.
- A czy ten pokój jest duży? Proszę pani? - dopytywał się gość po drugiej stronie druta.
- No spory. A właściwie to na ile osób ma być?
- Na dwie, tylko, że ja proszę pani z rowerami chciałem przyjechać. Można?
- Oczywiście - powiedziałam milutko nie podejrzewając niczego złego. Bo też cóż złego może być w fakcie, że pan i pani na urlopie chcą zadbać o kondycję czy zrzucić jakieś kilo albo dwa? No nic...
- Czyli, że mogę wstawić rowery do pokoju? - zapytał i nie czekając na odpowiedź wrzasnął - Kochanie! Znalazłem. Pakujemy się.
- Chwila!- teraz to ja krzyknęłam - Rowery w garażu! Pan i Kochanie w pokoju.
- Ale to są proszę pani, bardzo cenne rowery! - niedoszły gość skamlał niezbyt przekonująco.
- Wierzę - odpowiedziałam niewzruszona - A ja mam proszę pana bardzo cenny garaż. Z bezcennym zamkiem. Rowerki pod klucz i po kłopocie.
- Ale... - pan raczej nie dał się przekabacić - Ja bym je jednak wolał zabrać do pokoju. Bo wie pani, sama lampa kosztowała setkę, a gdzie jeszcze opony, dżipies, przerzutki...
- Rozumiem - powiedziałam przerywając wyliczankę kosztowności posiadanych przez rowerek - A dla rowerka łóżeczko czy materacyk? Pan sobie życzy?
***
Skończyłam opowieść i zabrałam się za swoja kawę. Początkowo dziki rechot Osobistej, powoli przechodził w nieco konwulsyjne rzężenie, przerywane atakiem "śmiesznej czkawki".
- I to cię tak wnerwiło? - zapytała.
- No coś ty! Wkurzył mnie, bo rozłączył się, zanim zdążyłam zapytać czy dla rowerka pościel satynowa, czy bawełniana...
Źródło zdjęcia w sieci
ach ci klienci!
OdpowiedzUsuńchoć przyznam, że póki nie zobaczyłam na własne oczy to nie uwierzyłabym nigdy, że rower może być w cenie dobrego auta :)
Niesamowici są niektórzy ludzie! :)))
OdpowiedzUsuńAle jeśli zainwestowali w rowery całe swoje oszczędności, to czy ja wiem, może powinni rozważyć wynajmowanie oddzielnego pokoiku dla rowerków z pościelą dobraną kolorystycznie :)!
rowery do pokoju -Państwo do garażu ( bo bez lampy i GPS-a)
OdpowiedzUsuńHmm...niektóre rowery rzeczywiście są bardzo kosztowne, tak że poniekąd pana rozumiem. Chociaż w garażu się zazwyczaj trzyma równie cenny samochód :).
OdpowiedzUsuńJa mam zawsze kłopot jak np. jadę do miasta i wiem, że jeśli zostawiłabym swoją maszynę przed sklepem na moment, to by mi ją gwizdnęli...nie ma gdzie bezpiecznie zostawiać dobrego sprzętu (a ludziska miewają lepsze i droższe maszyny ode mnie - choć ja osobiście to bym się bała w ogóle na czymś takim jeździć ;)). Kiedyś jeździłam na zajęcia taneczne na rowerze i musiałam poprosić właścicielkę o pozwolenie na wnoszenie roweru do środka (mieli korytarz za recepcją) bo nie wyobrażam sobie zostawić na zewnątrz. No ale dobrze zabezpieczony garaż...to już trochę inna bajka :).
Euforka...
OdpowiedzUsuńRower czy samochód, rzecz nabyta. Nie dajmy się zwariować!!!
Iw...
OdpowiedzUsuńSą rzeczy ważne i ważniejsze. I wcale nie mam na myśli paneli w pokoju tylko zasady. Pokój jest dla ludzi, rower stoją w garażu:)
OLQA...
OdpowiedzUsuńJestem w stanie zrozumieć , że ktoś chce spać z psem w jednym pokoju - bo to żywe stworzenie, ale rower? Rzecz nabyta!
Antares...
OdpowiedzUsuńMasz racje to zupełnie inna bajka. Zamknięte w garażu, za zamknięta bramą....
Ale z Ciebie nieużyta Gospodyni! Co CI przeszkadzają obiekty kultu w pokoju?...
OdpowiedzUsuńpościel jedwabna! koniecznie!
OdpowiedzUsuńPokaz mi swój rower a powiem ci kim jesteś, czy jakoś tak. Na własne oczy widziałam takie cudo w cenie Tico. Koleżanka nabyła je swojemu utrzymankowi (bo trudno nazwać mężem faceta, który zrobił czwórkę dzieci, ale nie pracuje, bo nie wyobraża sobie, że ktoś by mu mógł wydawać polecenia). Widać "nabożny stosunek" dostaje się w pakiecie z kaskiem i GPS-em, bo małżonek pasożyt wnosił to cudo na własnych plecach na trzecie piętro i stawiał w drzwiach naszego maleńkiego biurowego pokoju. Ochroniarz przy wejściu nie był wystarczającym zabezpieczeniem. Kurcze, a może to był ON !?
OdpowiedzUsuńLudzie nie przestaną mnie zadziwiać nigdy;-)
OdpowiedzUsuńChoć mnie historia rozśmieszyła, bo pomyślałam sobie, że skoro rowery takie cenne, to im pokój, a pan z Kochaniem w garażu, co?
:-))
OdpowiedzUsuńHistorie o pensjonariuszach, to prawdziwa żyła złota dla scenarzystów i pisarzy. Ileż takich zabawnych, miłosnych i dramatycznych historii stało się kanwą książki, czy filmu. NIvejko wydaj tom historyjek o turystach z nad morza :)
OdpowiedzUsuńT strach na takich rowerach jeździć, skoro takie cenne. A na Twoim miejscu policzyłabym rower jako osobę. Skoro w pokoju ma mieszkać i w łóżeczku pod kołderka się wylegiwać...
OdpowiedzUsuńLudzie to mają pomysły.
Zgaga...
OdpowiedzUsuńNiby nic, ale chodzi o rzecz!;)))
Emma...
OdpowiedzUsuńNo w mordę! Nie mam. Pewnie się domyślił i dlatego rozłączył :)
Mira...
OdpowiedzUsuńBardzo możliwe. Zapomniałam zapamiętać nazwiska:D
Akularnica...
OdpowiedzUsuńNo i to niestety pozostanie zagadka. Bardzo możliwe, że gdyby w końcu doszło do transakcji tak właśnie by postąpili:D
Elfka...
OdpowiedzUsuńTo banan?:))))
Butterfly...
OdpowiedzUsuńOj uzbierałoby się tego. A to dopiero trzeci sezon działalności:D
DD...
OdpowiedzUsuńTo samo sobie pomyślałam. Ja jednak wole nie musieć uważać na wszystko co ewentualnie może uszkodzić mi rower, samochód czy sukienkę:)
właśnie, strach takim rowerem jeździć :) skoro to jakiś drogi model to pewnie powinien zadbać o odpowiednie ubezpieczenie.. :)
OdpowiedzUsuńnie ma co się przejmować i denerwować takim typem
Widać o rower dba bardziej niż o żonę... chiba.
OdpowiedzUsuń:)
Dobrze, że się karetą nie wybierali :)
OdpowiedzUsuńDuren i to jeszcze do potegi entej!!! A czy Duren slyszal o ubezpieczeniu? Pewnie nie, bo do tego trzeba miec dwie szare komorki ocierajace sie o siebie:) Mialam kiedys w reku dlugopis, ktory moja klientka (na bardzo waznym stanowisku) nosila normalnie do pracy. Ale dlugopis byl ubezpieczony, bo byl wart 7 tysiecy dolarow. I co miala z niego nie korzystac? A pierscionki zareczynowe wartosci dziesiatek tysiecy to co w muzeum sie przechowuje? Ja Durnia i Kretyna bylo stac na wypasiony rower, to albo niech go ubezpieczy, albo niech z nim spi, bo a nuz w czasie jazdy moze ubrudzic.
OdpowiedzUsuńLudzka glupota mnie nieustatnnie zadziwia:))))
Matko Bosko. Koniec świata. Przez chwilkę pomyślałam, że gościu niedoszły ma zamiar ze stacjonarnymi, treningowimi rowerkami do wsi nadmorskiej przybyć. Tak się z temi rowerami na pokoje wciskał.:) mła:)
OdpowiedzUsuńHihii też pomyślałam o tych treningowych rowerach < choć i to niedorzeczne by było :DDD >
OdpowiedzUsuńKawką było i rowery poczęstować ... i deserem koniecznie ;P
"Rower jest wielce O.K", pod warunkiem,że Pan Posiadacz wie gdzie jego miejsce.Co to się z tymi ludźmi wyprawia, no, no?!
OdpowiedzUsuńEuforka...
OdpowiedzUsuńTakimi 'Typami" się nie denerwuje. Oni mnie śmieszą :D
Maura...
OdpowiedzUsuńJak sobie zadba tak se pojeździ:)
Magenta...
OdpowiedzUsuńNo! Całe szczęście. Albo np lokomotywą :D
Stardust...
OdpowiedzUsuńZgadza się. A poza tym... przedmioty są dla nas. Nie odwrotnie:)
Nika...
OdpowiedzUsuńLudzie są różni. Jeden się kocha w Madonnie, a drugi w rowerze:)
Ivon...
OdpowiedzUsuńMyślę, że rowerkowi, bardziej by smakował smar:D
Gosia...
OdpowiedzUsuńW zwiazku z powyższym przypomniała mi sie taki dowcip;
- Co to jest; wisi na scianie, jest czarne, ma klawisze i gra.
- Nie wiem
- Fortepian!
- Fortepian? Na ścianie?
- A co kogo obchodzi, jak ja mieszkanie mebluję?
Mnie nic do tego co pan ze swoim mieszkaniem robi i czy rowerki do łóżeczek pakuje, ale u mnie rowery maja miejsce w garażu. nawet te bezcenne:)
Poprzedni mieszkańcy naszej kawalerki też swoje "górale" ustawiali w "salonie". Nie wiem, po jakiego czorta, skoro do piwnicy było i wygodniej i na dobrą sprawę - bezpieczniej. "sama lampka stówę..." Boże! a ja oszczędzam na jedzeniu!!
OdpowiedzUsuńMiejsce rowerka, nawet bardzo drogiego, zdecydowanie jest w garażu! :))
OdpowiedzUsuńDobrze zrobiłaś Nivejko :)
Wyobrażasz sobie zapewne moją minę, gdy zobaczyłam przed domem mojej córki stojące przed domem rowery, stojące nie przypięte łańcuchemm do stojaka i zostawiane tak również na noc.A u nas giną rowery nawet z zamykanej na kłódkę piwnicy. Co kraj to obyczaj i dlatego trochę się temu biedakowi nie dziwię, nie mniej nie "zabukowałabym" roweru w pokoju. No chyba,żeby wynajął oddzielny pokój dla rowerów.:)))
OdpowiedzUsuń"Wolnoć Tomku w swoim domku" :)
OdpowiedzUsuńLevinia...
OdpowiedzUsuńKto wie czy oni tez nie oszczędzają, tylko po to żeby rowerek miał najpiękniejszą lampeczkę w całej wsi:D
Nieznajoma...
OdpowiedzUsuńTeż wychodzę z takiego założenia:)
Anabell...
OdpowiedzUsuńNawet gdyby chciał, to bym rowerom pokoju nie dała! Co innego w bloku co innego w domu. I to na wsi:D
Beatta...
OdpowiedzUsuńOwszem. W swoim niech sobie robią co chcą. W moim nie pozwalam!!!:)
Problem jest natury decyzyjnej, a rozwiązanie paradoksalnie proste; rowery w pokoju, a ich właściciele do garażu.
OdpowiedzUsuńŁóżka z pokoju wynieść, rowery pościelić.
OdpowiedzUsuńMufka...
OdpowiedzUsuńPonieważ w tym wypadku decyzje podejmuje ja - Pan Turysta z Kochaniem i rowerami szukali dalej. Garażu dla siebie i pokoju dla rowerów;)
Malinconia...
OdpowiedzUsuń...i piernaty pod koła podłożyć;)
o kurczę, masz pecha! Dużo straciłaś, że rowerowe towarzystwo zrezygnowało z pokoju dla czworga, bo mogłaby, i zapewne byłaby, niezła jazda!!!
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie przyjechali konno. Jeszcze by Cię po owies do sklepu wysłali...Masz tam miejsce dla kucyka?
OdpowiedzUsuńIva...
OdpowiedzUsuńBardzo możliwe, że straciłam. Kasę, ale nie ugięłam się pod jej presją :D
Pieprzu...
OdpowiedzUsuńLokum tak. Wyżywienia nie zapewnia:D
naprawdę wśród nas żyją dziwacy:)
OdpowiedzUsuń