Babeczka jest dobra na wszystko
Na małe i duże smuteczki, na chandrę, na doła, czy jak to się tam jeszcze nazywa, najlepiej pogadać z kimś bliskim. Kimś kto nas
rozumie.
Jestem urodzoną (lekko niepoprawną) optymistką i dlatego z góry zakładam, że taki ktoś komu można się wygadać, albo z kim można pomilczeć istnieje.
Gorzej jak jest akurat zarobiony do grudnia, albo wyjechany...
Wtedy pomaga coś słodkiego. Najlepiej domowego przemysłu. Bo to i ręce i myśli zajęte przy produkcji.
Uwaga, przepis jest mój! Niemalże autorski. Niemalże, bo go ulepszyłam i zmodyfikowałam.
To co? Działamy?
Jestem urodzoną (lekko niepoprawną) optymistką i dlatego z góry zakładam, że taki ktoś komu można się wygadać, albo z kim można pomilczeć istnieje.
Gorzej jak jest akurat zarobiony do grudnia, albo wyjechany...
Wtedy pomaga coś słodkiego. Najlepiej domowego przemysłu. Bo to i ręce i myśli zajęte przy produkcji.
Uwaga, przepis jest mój! Niemalże autorski. Niemalże, bo go ulepszyłam i zmodyfikowałam.
To co? Działamy?
Ciasto
- 1/2 kg mąki krupczatki (KONIECZNIE!)
- 2 żółtka i jedno całe jajko
- 10 dkg. cukru pudru
- łyżeczka proszku do pieczenia
- margaryna
- 2 żółtka i jedno całe jajko
- 10 dkg. cukru pudru
- łyżeczka proszku do pieczenia
- margaryna
Wszystko wsypać do michy i oczywiście wymieszać. Łapą. Jeśli uznacie, że ciasto jest zbyt rzadkie no to mąki dosypać i po krzyku. No bo różne są jajka, różna margaryna...Wiadomo.
Jak już mamy to ciasto wyrobione to wtedy wylepiamy foremki.
Wiem, że to dużo roboty. Że się nie chce.... Ale po pierwsze to w trakcie wylepiania można sobie wszystko przemyśleć, a wtedy może żaba nieprzełykalna wyda się bardzie strawna. I po drugie, to jak ręce zajęte pracą pożyteczną, to się głupoty nie trzymają..
Jak już mamy to ciasto wyrobione to wtedy wylepiamy foremki.
Wiem, że to dużo roboty. Że się nie chce.... Ale po pierwsze to w trakcie wylepiania można sobie wszystko przemyśleć, a wtedy może żaba nieprzełykalna wyda się bardzie strawna. I po drugie, to jak ręce zajęte pracą pożyteczną, to się głupoty nie trzymają..
Wylepione? To do piekarnika. I na złocisto proszę to upiec. Powinno być około 40 sztuk.
O rany! Uważajcie! Na złocisto mówiłam, a nie na czekoladowo!
O rany! Uważajcie! Na złocisto mówiłam, a nie na czekoladowo!
To teraz nadzienie. Oczywiście każdy może po swojemu. Owocami, galaretka, lodami...
Ile głów tyle pomysłów.
Podam wam jednak mój przepis. Dobry nie tylko na doła, ale i na faceta. Bo faceci to straszne łasuchy. I babeczkom mało który się opiera.
Ile głów tyle pomysłów.
Podam wam jednak mój przepis. Dobry nie tylko na doła, ale i na faceta. Bo faceci to straszne łasuchy. I babeczkom mało który się opiera.
Nadzienie
- 2 szklanki mleka w proszku
- 3-4 łyżki kakao
- margaryna
- 1 szklanka cukru pudru
- 1/3 szklanki mleka
- powidła śliwkowe
- migały albo orzeszki
- jakaś posypka kolorowa, albo wiórki kokosowe
- 2 szklanki mleka w proszku
- 3-4 łyżki kakao
- margaryna
- 1 szklanka cukru pudru
- 1/3 szklanki mleka
- powidła śliwkowe
- migały albo orzeszki
- jakaś posypka kolorowa, albo wiórki kokosowe
Margarynę rozpuszczamy w garze. Dodajemy wymieszane wcześniej mleko, cukier i kakao .
Na koniec mleko w proszku. Chwilkę trzeba to podgotować. I ciągle mieszać,
bo się draństwo lubi przypalić.
Na koniec mleko w proszku. Chwilkę trzeba to podgotować. I ciągle mieszać,
bo się draństwo lubi przypalić.
Babeczki układamy na blaszce(tej wielkiej co jest w komplecie do piekarnika).
I po kolei. Najpierw łyżeczka powideł, potem łyżeczka masy, migdałek (albo orzeszek),
posypać... i następna...
A teraz to wszystko, jeszcze raz do piekarnika. Na jakieś 5 min.
Tylko trzeba go rozgrzać porządnie.I gotowe. Prawda że prościzna?
I po kolei. Najpierw łyżeczka powideł, potem łyżeczka masy, migdałek (albo orzeszek),
posypać... i następna...
A teraz to wszystko, jeszcze raz do piekarnika. Na jakieś 5 min.
Tylko trzeba go rozgrzać porządnie.I gotowe. Prawda że prościzna?
Na chandrę większego kalibru proponuje zrobić orzeszki. Przepis ten sam.
Tyle, że robota bardziej żmudna.
Mnie pomogło. Napiekłam z trzech porcji. Spoko. Suche, niczym nienadziane mogą leżeć do pierwszych truskawek..;)
PeeS.
Uwaga na kalorie. I centymetry zbędne. Bo zupełnie niechcący mogą się stać przyczyna kolejnego doła. A tego byśmy nie chcieli;)
Tyle, że robota bardziej żmudna.
Mnie pomogło. Napiekłam z trzech porcji. Spoko. Suche, niczym nienadziane mogą leżeć do pierwszych truskawek..;)
PeeS.
Uwaga na kalorie. I centymetry zbędne. Bo zupełnie niechcący mogą się stać przyczyna kolejnego doła. A tego byśmy nie chcieli;)
O matko, szkoda, że pocztą nie można wysłać, bo zamówiłbym kilka. Nic, będzie co piec na Sylwestra :)
OdpowiedzUsuńI tu się mylisz. Można. Tyle, że orzeszki. Smak podobny tylko kształt inny:)
OdpowiedzUsuńJakie cudne!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńZaten nastrój świateczny nie tylko na mnie działa dołująco...przepis wydaje siegenialny, jak znajdęczas, bo wypróbuję, bowiem sposobność obniżonego nastroju się napatoczya,,,
OdpowiedzUsuńmniamuśne!!!!!!!
OdpowiedzUsuńbuuu
OdpowiedzUsuńszkoda, że nie mam takich foremek :[
wyglądają przepysznie!
Zolzuniu, ja dzisiaj za wypieki podziękuję. Nogi mi wchodzą wiadomo gdzie od stania przy kuchni. Mamy popełnione czekoladowe krasnalki, a w piekarniku sernik, który jeszcze się decyduje, czy ma mi wyjść, czy nie. Jestem tak lewa w robieniu ciast, że nie zdziwię się, jeśli serniczek klapnie.
OdpowiedzUsuńBuziaki!
Co za świetny poprawiacz nastroju! I znowu zajrzę do lodówki :)!!! Uściski Świąteczne!
OdpowiedzUsuńTiaaa... ja od tych dodatkowych centymetrów mam permanentnego doła od dłuższego czasu ;).
OdpowiedzUsuńMnie najlepiej "wyłącza" szycie :D
Piękne! Ale raczej nie skorzystam... Moje minus 15 pozwoli chyba na jeden (!) kawałek makowca! Niemniej szczerze podziwiam!
OdpowiedzUsuńTaka babeczka z masą z mleka w proszku to dopiero musi być poezja mlaskana !!! Mimo, że jestem przejedzona po świętach, tak takie babeczki jeszcze bym pochłonęła i to w ilości sporszej hihii...
OdpowiedzUsuń