Pełnia szczęścia

Nie ma czegoś takiego jak brak powodów. Powód zawsze się znajdzie, jak się dobrze poszuka; zajrzy pod łóżko, do szafy, do słoika z kawą...
To mogło wyglądać na przykład tak...
- Yupi! - Nadworny wydał radościopodobny okrzyk skoro tylko ujrzał na zaspane, niepobudzone należną dawką kofeiny oczy, dno w słoiku. W tym samym gdzie zwykle była kawa. Była, ale się wypiła. Nie to żeby sama z siebie, ale najważniejsze, że się zdematerializowała dając mu tym samym powód do opuszczenia miejsca pracy i wybrania się na poszukiwania kopodajnego złoża...
Bardzo jednak możliwe, że było zupełnie inaczej, że Nadworny po prostu z czystej sympatii postanowił zawitać w gościnne progi. Mojej pracy. I pierdutnąć drzwiami tak od serca, żeby szyby fałszywie zadźwięczały. Zupełnie nie do taktu sączącej się z radia, pobudzającej zmysły piosenki.
- Kawy - jęknął od progu - Królestwo za kawę!
- Proszę cię uprzejmie - powiedziałam ugodowo. Tak mnie jego widok ucieszył, że machnęłam ręką na kompletny brak dobrych manier. Jakieś dzień dobry, albo chociaż cześć to by się należało wszakże. Powiedzieć. Albo twarzowe masz trampki. Albo pochwalić "artystyczny" nieład na głowie.
- No. To co tam słychać w krainie ludzi szczęśliwych? - zapytałam wyciągniętego luzacko na krześle szkolnym niewyściełanym gościa. Widać było, że już po pierwszym wlewie doustnym nabrał nieco witalności.
- Ci powiem, że nawet nie myślałem, że może być tak dobrze. Aż się czasami boję - ożywił się nie tyle pod wpływem kawy co na samo wspomnienie bladolicej Uli.
Wewnętrze wypełzło na zewnętrze. I krzyczało, że jest odlotowo, super, naj naj naj i jeszcze raz naj. Gdybym nie znała Uli, pewnie zaryzykowałabym stwierdzenie, że poczęstowała go trawka, albo zadała jakiś ziół namiłosnych.
- Czego? - zapytałam po dość długim czasie. Nijak nie mogłam zrozumieć co w tym strasznego. Pełnia szczęścia. Nieustannie. I tylko złotej rybki w wannie brak.
- Co czego? - zapytał gapiąc się wzrokiem błądzącym za rozumem.
- No czego się boisz? Bo chyba nie Uli co?
- Aaaaaa - załapał i pociągnął łyczka nieco już przestygłej kawy - Żeby się durnowate zasady Murphiego nie sprawdziły na mnie. No wiesz... te że jak coś się ma spieprzyć to się spieprzy.
- Gupi - zdiagnozowałam przypadłość i udzieliłam bezpłatnej porady - Oleeeeeeej! Zasady i Murphiego!
Nadworny na przekonanego nie wyglądał, niemniej chyba mu nieco ulżyło. Wstał, otrzepał idealne dżinsy z nieistniejących pyłków i puściwszy w przestrzeń buziaka skierował się do drzwi.
- Wiesz co? - zatrzymałam go w progu - Mam propozycję. Zamienimy się.
- Na co? - zdziwienie w głosie poparł miną. Równie zdziwioną.
- Ja ci oddam to królestwo, co mi obiecałeś za kawę, a Ty w zamian za to przyjdziesz z Ulą na kolację. Stoi?
- Stoi - odpowiedział z wyraźną ulgą. Słyszalną i widzialną.
Źródło zdjęcia w sieci
A tym czasem.... Cylupa Zofia się zakochała. Na razie na pół gwizdka. I żeby nie było. Jest rozsądna i rozważa możliwość pełnego zaangażowania. Się.
znałam kiedyś taką jedną co bała się być szczęśliwą, by nie zapeszyć... Rozwiodła się.
OdpowiedzUsuńDobrej nocy:)
Iva...
OdpowiedzUsuńObawa przed byciem szczęśliwym to najgorszy rodzaj strachu...
oj, prawo Murphiego i mnie czasem straszy- zatem Nadwornego z lekka rozumiem- ale olać (nie Nadwornego oczywiście) się staram!
OdpowiedzUsuńa Cylupa widzę pragmatyczna nie na pół gwizdka:)
.. wewnętrze wypełzło na zewnętrze .. kupuję ten tekst! Jest świetny! :)
OdpowiedzUsuńTeraz wiem dlaczego widać szczęście na twarzy..
uśmiechy z rana jak śmietana, więc przesyłam :):):):*
Kaś...
OdpowiedzUsuńCzyli że Tobie nie muszę stawiać diagnozy? I tak olewasz;)
Kate...
OdpowiedzUsuńEch... może następnym razem mi się uda lepiej. Na tyle słów tylko trzy świetne;)
Za uśmiechy dziękuje i się rewanżuje tym samym :):):):)
Wielka jest potęga kawy, nie ma co. A najgorsze, że pijemy ją każdego dnia, nawet po kilka razy i nie zdajemy sobie sprawy ileż mocy ona w sobie ma.
OdpowiedzUsuńVoluś...
OdpowiedzUsuńJa tam sobie zdaję sprawę. Doskonale. Kawa to podstawa dziennego wyżywienia;)
Mój prawie też. Ale świadomości nie miałem, muszę być bardziej czujny :)
OdpowiedzUsuńZasady - szmady. Człowiek żyje po to żeby łamać zasady. :) Kawki proszę:)
OdpowiedzUsuńVoluś...
OdpowiedzUsuńCzujny, zwarty i gotowy... na kolejna porcje kawy;)
Czarny Pieprz...
OdpowiedzUsuńKawa raz... dla madame. Z cukrem podwójnym, śmietanką potrójną i cynamonem;)
Tak mi się przypomniało - a propos zacytowanego przez Ciebie hasła.
OdpowiedzUsuńPrzed wojną sanacja miała hasło: Silny, zwarci, gotowi. Opozycja tłumaczyła: Silni w ryju, zwarci przy korycie, gotowi do ucieczki.
Voluś...
OdpowiedzUsuńHistoria pokazała, że tłumaczenie było jka najbardziej adekwatne do rzeczywistości wrześniowej...
Kocham ten blog i tyle ;p
OdpowiedzUsuńZnaczy, że każdy powinien znaleźć swoją Ulę, żeby szczęśliwości kraina się przed nim, otworzyła? Idę na poszukiwania więc, bo mi się brama od owej krainy "zamkła", jakby na amen;-((((
OdpowiedzUsuńJakoś nigdy nie miałam do zasad Murphy'ego przekonania. Malkontenckie marudzenia, na pohybel z nimi:) Nadworny i Ula będą żyć z sobą lub bez siebie długo i szczęśliwie..i już:)Bo co może się udać to się uda,tak:)
OdpowiedzUsuńRotek...
OdpowiedzUsuńKocham ten komentarz. I tyle!:)
Akularnica...
OdpowiedzUsuńNo coś koło tego. W Twoim przypadku , poszukaj raczej Umberta jakiegoś;)
Nika...
OdpowiedzUsuńO właśnie takie odwrócenie mi się podoba. uda się bo nie może się nie udać;)
W sumie dlaczego człowiek nie bierze takiego królestwa za kawę? Jak dają?
OdpowiedzUsuńNivejka poproś Nadwornego o podwyzke bo masz dodatkowy etat, dostarczyciel kawy i wysłuchiwacz :-)
OdpowiedzUsuńMagenta...
OdpowiedzUsuńBo nie samym królestwem żyje człowiek?;)
no to teraz poczekamy na relację z kolacji..relacja-kolacja..taaa...
OdpowiedzUsuńNivejko Kocham Cię !!!! Też czekam na relaccję z owej kolacji :DDD
OdpowiedzUsuńNivejko, ach! :* Ja się zawsze zachwycam Twoją całością, szeroko pojętą.
OdpowiedzUsuńDziś chciałam być oryginalna, wyróżnić trzy malutkie słowa, no ale nie chciałam Cię zdołować! ;))))
:)przyjęłam zwrotnie uśmiechy :)
Zwykle po etapie lewitowania z miłości przychodzi prędzej czy później zderzenie z ziemią :D. Choćby dlatego należy się nacieszyć tym pierwszym :)
OdpowiedzUsuńTaka definicja szczęścia mi się przypomniała: "Jeśli a oznacza szczęście, to a = x + y + z; x - to praca, y - rozrywki, z - umiejętność trzymania języka za zębami".
OdpowiedzUsuń— Albert Einstein
Mijka...
OdpowiedzUsuńCzłowiek nie przeczuje jak mu się zrymuje;)
Ivon...
OdpowiedzUsuńJeny! Ale wyznanie. Publicznie;)
Kate...
OdpowiedzUsuńJa może robię wrażenie niespotykanie poważnej, ale zapewniam cię, że znam się na żartach:)
Uśmiechy bez liku:)
Antares...
OdpowiedzUsuńCzas kiedy fruwają motyle trzeba dobrze zapamiętać;)
Beatta...
OdpowiedzUsuńIlu uczonych tyle definicji. Ta taka trochę matematyczna, z uwagi na twórcę;)