niedziela, 17 kwietnia 2016

Nigdy nie mów nigdy czyli ZNOWU!

Coś mnie podkusiło. Zapewne ja sama, ale jakoś tak głupio się przyznawać, że jest się spirytus movens całego zamieszania. Zamieszania pod tytułem remont. Znowu.
Miała być tylko wymiana podłogi w salonie, jadalni, przedpokoju i w wiatrołapie. W sumie ledwie 70 metrów. Kwadratowych naturalnie. Tydzień, góra półtora i po zawodach. Potem doszło malowanie. No bo przecież
- Przy okazji się machnie, no wiesz, za jednym bałaganem – przekonywałam Księcia Małżonka. I przekonałam. Skutecznie.
Tak więc doszło malowanie; salon, jadalnia, przy okazji kuchnia, a do tego przedpokój, sypialnia razy 3 i klatka schodowa.
- Przydałoby się jeszcze listwy wymienić – bąknęłam nieśmiało.

piątek, 8 kwietnia 2016

Melodramat

   
Wczoraj (jakie to ma zresztą znaczenie kiedy) w nieprzyzwoicie późnych godzinach wieczornych, tak jedna, podobna do mnie, w sensie, że też nieobliczalna i absolutnie nieprzewidywalna, odwiedziła mnie. Kot spał i nawet nie udawał już, że pilnuje obejścia. Pies też miał wszystko w ... nawet nie w nosie tylko na samy czubku kudłatego ogona. Dzieci naturalnie również spały, ale czujnie.  Tylko ja nadal na obrotach niemal pełnych pilnowałam całej tej śpiącej zgrai. Oczywiście, że sam fakt nieprzewidywalności nie upoważnia do składania wizyt w porze ogólnie przyjętej za nieprzyzwoitą,  ale przecież nie wygonię. Jak przylazła niech się rozgości.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Pierogi leniwej gospodyni

Dowód na to, że Bóg ma poczucie humoru znajduję każdego ranka. Wstaję, idę do łazienki, patrzę w lustro i... nie jest mi do śmiechu. Nie płaczę tylko dlatego, żeby nie pogarszać sytuacji.
- Inni mają jeszcze gorzej - mruczę. Po czym myśląc o "tych co na morzu " za pomocą chemii tzw upiększającej, szczotki, suszarki  i innych narzędzi tortur robię wszystko aby straszące odbicie w lustrze zamienić na coś bardziej przyjemnego dla oka. Dowodem zaś na to, że Osobista nie jest pozbawiona tej jakże przydatnej cechy (cały czas mowa o poczuciu humoru) jest jej osobisty Osobisty.

piątek, 1 kwietnia 2016

Tytuł nadal zakałpućkany albowiem...

Dodaj napis
Zakałapućkałam się. Totalnie. Wpadłam w tryb czytelniczo melancholijny i nijak nie mogłam wypaść. Zatrybiłam się niemal na amen. Za radą pewnego znajomego Tygryska, próbowałam się wybryknąć. Wyrwać z totalnego zakalapućkania w trybach melancholii. Czytelnicza może zostać. Bezskutecznie. Tym bardziej, że im więcej czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie powinnam popełniać więcej żadnych opowiadań czy innych takich.
Tak więc...Komputer zarósł pajęczyną. Robótki ręczne leżą odłogiem. Najbardziej cierpiała jednak podłoga.
Czasami przydaje się przerwa. Mam ją już za sobą. Odkurzyłam. Komputer, robótki i podłogę. Takie wiosenne porządki. Co z tego wyjdzie jeszcze nie mam najbledszego pojęcia.

Wszystkich zaniepokojonych niniejszym uspokajam. Żyję. I w sumie mam się całkiem nieźle. Dobrze byłoby gdyby nie ta totalna niemoc. W świetle tego co powyżej, nie ośmielę się napisać, że twórcza.
Generalnie chodzi o to żeby było dobrze a nie jako tako. Bylejakość mnie nie kręci. To po pierwsze.
A po drugie, właśnie wracam:)



sobota, 1 marca 2014

Remont


 Remont to wyzwanie. Całkowicie dezorganizuje życie domowników. remont kuchni to wyzwanie do kwadratu. Demolka nie tylko dezorganizuje, ona wręcz wywraca wszystko do góry nogami! Mam to już jednak za sobą.  Zanim jednak pokażę nową kuchnię, zobaczcie starą.

Tak było....




... a tak jest teraz.





Tak, wiem,  jeszcze dużo czasu zanim się "poukładam". I zanim  obecna kuchnia nabierze domowego charakteru:)



 PeeS. 
Siedząc przy kuchennym stole, niemrawo merdałam łyżeczką w kubeczku z kawą.
- Mam dość - mruknęłam w przestrzeń - Następny remont za 30 lat. Albo i później.
- Taaaa... - odparła przestrzeń głosem Księcia Małżonka.
- Serio!
- Jasne... - odpowiedział ugodowo i zaraz potem dodał - Zarzekała się żaba błota:D

Fakt. Taka już moja natura. Nie lubię demolek ale lubię zmiany. Zatem kompromis?