poniedziałek, 20 lutego 2017

Ciekawie

Osobista wpadła między jedną, a drugą. Paczką chusteczek produkcji krajowego przemysłu higienicznego.
A wyglądała! Zjawiskowo. Rozpromienioną "niewidzialnym" makijażem twarz okalały pukle miękkich złocisto-rudych loków. Błysk w oku, słodycz w spojrzeniu, zapowiedź rozkoszy w dołeczkach na policzkach...
Pierwszą myśl, że żałuję, że nie jestem facetem, zdusiłam w zarodku. Drugą, znacznie mniej przyjemną, bo lekko pomaczaną w gorzkiej żółci zazdrości również pożegnałam po chwili. Nie będę się przecież pozbywać Osobistej z powodu niskiego uczucia zazdrości tylko dlatego, że ma czelność wyglądać jak milion dolarów. Wyglądać tak, jak ja nawet za milion dolarów wyglądać nie będę.  Przynajmniej nie w tym wcieleniu. Myśl trzecia; żyj i pozwól żyć innym, jako najbardziej godna humanisty z zawodu, z wykształcenia i  zamiłowania została przyjęta i dopuszczona do użytku jako najmniej szkodząca zdrowiu. Psychicznemu.

niedziela, 19 lutego 2017

Idzie...

... ku lepszemu.
Takiej grypy nie pamiętają najstarsi górale.
W każdym razie ja raczej nie pamiętam...
Podobnie jak nie pamiętam dwóch dni z czasu chorowania. No dobra, pamiętam je jak przez mgłę.
Gardło styrane chorobą nadal skrzypi.
Głowa boli.
Ale najbardziej bolą  plecy.
Bolą kiedy leżę.
Bolą gdy siedzę. Trochę mniej bolą jak chodzę.
Zdecydowanie najmniej bolą kiedy coś robię, na przykład odgruzowuję kuchnię.
Tyle, że wtedy robi mi się słabo. Na tyle słabo, że muszę usiąść. I znów boli.
Najgorzej jest w nocy.

***

-  Umyłaś włosy? - zapytał Książę Małżonek. Ze zdziwieniem. Bo skamlałam całą noc.
- Tak. Jak już mam umierać, to przynajmniej przyzwoicie uczesana.

***

W związku z tym, że idzie, i że ku lepszemu oraz z okazji tego, że dziś jest Dzień Wdzięczności za Życie, chciałam powiedzieć, że jestem wdzięczna, że żyję mimo wszystko, a przede wszystkim, że jeszcze.

środa, 15 lutego 2017

Dżuma

Każdy ma takiego Nadwornego na jakiego sobie zasłużył. Ja swojego nie oddałabym nawet za stu innych. Mój ci on jest, na własnej krwi wyhodowany. Ma swoje wady. Tak na oko 3/4 Nadwornego to wady. Za to reszta to nic tylko zalety! I nawet wtedy gdy wpada jak zwykle bez zapowiedzi nie zamieniłabym na innego.
- O! - wykrzyknął wchodząc do salonu. Stwierdzenie przypuszczalnie miało za zadanie wyrażenie zdziwienia, zastąpić powitanie i wyrazić coś na kształt współczucia.  Przywlókł za sobą zimne powietrze z ledwo dostrzegalną nutą wiosny.  To znaczy ten zapach to ja chyba sobie wymyśliłam. Wydumałam. Wyfantazjowałam. Wytęskniłam. Bo bardzo chcę! A dzisiaj to nawet podwójnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam grzecznie. Nie racząc nawet wyściubić pięty spod koca. Książę Małżonek, który dogorywał na sąsiedniej sofie  też nie raczył.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Niezbędnik

Niezbędnik na mroźne zimowe wieczory wygląda tak;
- duuuuuży sweter. Kiedyś najlepiej sprawdzały się "pożyczone" od zaprzyjaźnionego mężczyzny. Dziś  mamy modę na ower size.
- gorąca herbata. Ostatnio testuję herbatkę z aromatem rumu. W wersji ekskluzywnej może to być oczywiście herbata z prądem.
- dobra książka. W moim przypadku najlepiej polska. Co wcale nie znaczy, że  pogardzę dobrą powieścią na przykład Kinga. Ostatnio zaczytuję się w międzywojennych historiach. No po prostu miodzio!
- Mięciutkie skarpetki. Są niezbędne. W mięciutkich ciut przydużych skarpetkach można swobodnie kiwać dużym palcem i mieć w nosie. Mróz za oknem
- Przydaje się też kocyk. Może być w kratkę. Albo pluszowy... Na przykład ten od Mikołaja. W każdym razie ma być ciepły i milasty*
- no i... pudełko czekoladek. Smak, podobnie jak w przypadku herbaty według indywidualnych  preferencji. Ja zawsze wybieram kawowe albo orzechowe. Chociaż... kiedyś dostałam od przyjaciela (nadal go za takiego uważam) truskawkowo-czekoladowe ręcznie robione niebo w gębie. Sprawdzały się doskonale. Ale się skończyły. I nie ma widoku na więcej.
-A! Byłabym zapomniała. Przydaje się też facet.  Ewentualnie po prostu ktoś kto będzie  podkładać do kominka kiedy ja uroczo się przeciągam i oddaję smakowo intelektualnym rozkoszom.

A jak się znudzę... alb zmęczę to włączam radio. I to nie tylko dziś w Światowym Dniu Słuchania i Kochania Radia.

* milasty - czasownik, wyraz wymyślony przeze mnie jeszcze na studiach na określenie wyjątkowo przyjemnego niedźwiedzia;)


sobota, 11 lutego 2017

O butach, które dają szczęście...

                                                                         

- Co robisz? -  głupio zapytał Kubuś. Jeszcze głupiej zrobił ładując się do jaskini lwa, w której to lew, czyli ja, stał przed lustrem  ze zdemolowaną fryzurą i wyciągał kolczyk z prawego ucha. Który to nie  chciał wyleźć. Bo się zaplątał. W zrujnowaną fryzurę.  Psia krew!
- Haftuję - warknęłam w odpowiedzi. Bo na durne pytania tak właśnie powinno się odpowiadać. Można ewentualnie wymownie milczeć spoglądając z wyraźnym politowaniem ale nie dziś, nie w tej chwili i nie podczas wyciągania kolczyka, który wiadomo co. A jak nie wiadomo to patrz wyżej.
- Coś taka zła? - Puchatek poleciał tekstem zaczerpniętym z Księcia Małżonka. Udało mu się nawet całkiem nieźle podrobić sarkazm w głosie.
W normalnych warunkach to ja bym się może i uśmiechnęła. Przy bardziej korzystnych wiatrach pewnie nawet bym się śmiała do tak zwanego rozpuku. Chwila jednak nie była najszczęśliwsza. I nie chodzi nawet o ten koczyk który w końcu ustąpił.