Posty

Cnotka - niemotka

Obraz
- Cześć! -  Kubuś zawołał entuzjastycznie. Powinnam przywyknąć że pojawia się znikąd. I kiedy chce. A potem równie nagle znika i tyle go widziałam. Nie przywykłam jednak. Zawsze, niezmiennie, odkąd pamiętam Puchatek mniej lub bardziej ale mnie zaskakiwał. - Cześć! - zarażona jego pluszowym optymizmem odpowiedziałam równie entuzjastycznie. Kubuś popatrzył na mnie. I nawet nie starał się ukryć zdziwienia. W ogóle to on jest raczej mało skomplikowany. Chociaż... czasami  zupełnie go nie rozumiem. Wtedy po prostu pytam. - Co ty dziś taki wyluzowany jesteś? - Ja? To ty taka jakaś inna. Nie fukasz. Odpowiadasz jak ja. Czyli normalnie. Bo ja jestem normalny! Nor-Mal-Ny! - ostatnie słowo zaakcentował tak, jakby chciał żebym już przenigdy nie ważyła się mieć jakichkolwiek wątpliwości. Że on, Kubuś na drugie Puchatek jest normalny. Nor-Mal-Ny! - W przeciwieństwie do mnie? To chciałeś powiedzieć?

Plus dodatni

Obraz
... czyli nie ma tego złego. Błogo... - pomyślałam. Dla potwierdzenia własnych myśli, a także dla wzmocnienia efektu przeciągnęłam się jak mniemam rozkosznie, naciągnęłam wyżej kocyk w rudą kratkę i oddałam się słodkiemu nicnierobieniu. Robienie nic jest albowiem moją specjalnością. Nic nie wychodzi mi równie dobrze. Aż szkoda, że tak rzadko mogę się oddawać temu ulubionemu zajęciu. - Hm! - wielce wymowne i bynajmniej nie dyskretne chrząkniecie rozwiało nadzieje na błogość chwili. - Czego? - warknęłam. I nawet nie siliłam się na uprzejmy ton. - Grzeczniej, jeśli łaska - mruknął nawet trochę, ociupinkę nie przejęty Kubuś i z sobie tylko właściwą gracją wgramolił się na sofę. - Phi... - powiedziałam wzruszając ramionami. Na znak protestu. Oraz żeby pokazać że nic a nic się nie przejęłam. - Nie phikaj mi tu tylko wstawaj. Idziemy. - Niby gdzie? - zapytałam - A poza tym to kto dopuszcza się czynu zakłócania spokoju i narusza błogość chwili podlega karze pozbawienia dostępu do sło...

Oczy...

Obraz
... mi ropieją  od samego myślenia o bibliotecznym kurzu. Po powrocie z pracy leżę i okładam. Się herbacianymi torebkami. Albo świetlikiem. I tak na zmianę. Nic to. W tunelu zawalonym woluminami najróżniejszymi widać już  powoli światełko. Nikłe ale zawsze to nadzieja, że kiedyś, w przyszłości mniej lub bardziej odległej ogarnę tę kuwetę. Podobnego o ile nie identycznego zdania jest Nadworny. - Halooooooooooooo! Jest tam kto?! - szanowny pan Nadworny raczył ryknąć. I załomotać w drzwi. Z racji braku kolby łapą, co można mu wybaczyć choćby dlatego że rano było, do nocy daleko. Minęła chwila, a nawet kilka zanim wystraszona nagłym i niespodziewanym łomotaniem wydostałam się spod sterty taszczonych ku biurku  książek. Nadworny w tak zwanym międzyczasie zdążył zaalarmować sennego woźnego i sterroryzować wzrokiem przechodzącą mimo polonistkę. Zgrzyt klucza w zamku wyzwolił głośne niczym huk mojej pralki przed naprawą westchnienie ulgi. Równolegle z trzech piersi. Dwóch...

Uffff...

Obraz
Nie tylko dzień ale i wieczór miał się ku końcowi. W kominku wesoło z polana na polano przeskakiwały pomarańczowe ogniki. W oknach odbijały się światełka choinki. Z kubkiem herbaty z imbirem siedziałam w fotelu i delektowałam się ciszą. Nawet rozmyślałam sobie o tym i owym żeby tak zupełnie po próżnicy nie siedzieć. Sielanka jednym słowem. Aż tu nagle... Bach! Bum! Sruuuu! - Ufffffff ... - usłyszałam mocno sugestywne, poprzedzone sapnięciem westchnienie. Że nie można głośno wzdychać? Można... Nastrój prysł, a chwilę samotności diabli pod postacią pluszowego misia wzięli. A niech to! Przez chwile miałam ochotę się ukryć. Potem postanowiłam udawać że ja to nie ja i że wcale mnie tam nie ma. - Co robisz? - Kubuś ani myślał dać się nabrać. - W zasadzie nic... - Znaczy się, że kombinujesz.

Chcecie wierzcie...

Obraz
...chcecie nie wierzcie. Ja wierzę. Że tuż za rogiem stoją sobie Anioł z Bogiem. Stoją, przytupują, przestępują z nogi na nogę - bo zimno,   obserwują i spełniają. Marzenia... Warto je mieć. Tak samo jak warto uwierzyć w to że jeśli nawet ci dwaj zagapią się to i tak nic straconego. Wystarczy wziąć sprawy w swoje ręce:) Z okazji zbliżających się świąt życzę Wam marzeń. Żebyście je mieli i żeby się spełniały.

Skontrum

Obraz
Udało się! - pomyślałam zapadając w miękki fotel. Nie wiem jakim cudem, ale się udało. Dotrzeć do domu. Pewnie  spięłam się mocno w sobie, wzięłam się w garść, wsiadłam do auta i po prostu dojechałam. A gdzie tu cud? No właśnie w tym... Że dałam radę  się spiąć, wziąć, wsiąść i dojechać. Po całym dniu ciężkiej harówy to wyczyn nie lada i nie tyle oklaski co jakaś ciepła strawa choćby w postaci herbaty należy mi się jak psu micha! - Pić... - jęknęłam błagalnie w stronę kuchni. Jakieś światło się w niej świeciło, a to pozwalało na przyjęcie domniemania, że ktoś tam urzęduje. Odpowiedziała mi jeno zmywarka piszcząc żałośnie. Nie ma dziwne. Pewnie od rana tak sobie piszczy i nic. Nikt się nie zlitował i nie wyjął z niej wypucowanej na błysk zawartości. Nade mną też nikt się nie chciał zlitować. Raptem wszystkich wymiotło. Wszystkich oprócz Kubusia.  Gapił się na mnie plastikowymi oczkami z fotela obok. Gapił się i milczał. Milczał i gapił. Jednocześnie, nie naprzemienni...

A na Mikołaja....

Obraz
...oprócz ulubionych czekoladek dostałam dwie piątki z egzaminów i  informację. Taką: "Decyzja jeszcze nie zapadła ale wszystko jest już przesądzone". To było danie główne. Na deser, czyli niejako na osłodę dodano, że ani nam ani dzieciom nic się nie stanie. W sensie, że krzywda. Może bym i w ten lukier uwierzyła gdybym nie znała realiów i zapędów jaśnie nam w ciemnogrodzie panujących notabli. I to zarówno lokalnych jak i tych na wyższym szczeblu. W tłumaczeniu z urzędniczego na nasze znaczy to ni mniej ni więcej tylko tyle, że od września zasilę  grono bezrobotnych. Czego sobie ani nikomu z moich kolegów i koleżanek z pracy nie życzę.  Że to nie koncert życzeń? Wiem. I dlatego  będzie co ma być... PeeS. Sorry wielkie al nie miałam ostatnio ani czasu ani nastroju na blogowanie. Czytałam komentarze i  posty na waszych blogach, niestety energii na pisanie już nie stykło.