Posty

Randka

Obraz
Uważajcie co mówicie przy dzieciach. Mają zarazy małe, wybiórczy słuch. I pamięć. Matki dzieciom doskonale wiedza ile razy czasami trzeba przypominać o umyciu zębów, zanim dotrze... Za to wszystko inne łapią w lot. I zapamiętują. Tylko czasami im się pojęcia mylą:) Wczoraj mój małoletni syn rozmawiał z tatą przez skypa... - A wiesz tato, jak mama jechała na landkę, to... - Na co jechała?- żywo zainteresował się mój maż. - No na landkę, Oli Lobelt jom jechał. I jeszcze Tomek i ja. Ale ja siedziałem z tyłu. Z mamą. No bo ja za mały jeszcze jestem i nie umiem jechać. Takim naplawdzistym samochodem. Ja tylko moim kłdem umiem kielować. Plawda tato? - Prawda. No i co z ta randką? - dalej drążył - A kupisz mi takiego naplwdzistego samochoda? Albo motola? - Kupisz. To zanczy kupię. I co dalej z tą randką? - No pojechaliśmy. I mijaliśmy takiego dużego samochoda. Takiego co inne samochody wiozał. - Wiózł - poprawił tata - Ale gdzie na tą randkę mama jechała? - No do kolezanek. I j...

Awantura!

Obraz
Jeśli prawdą jest, że kobieta potrafi z niczego zrobić trzy rzeczy : kapelusz, sałatkę i awanturę... to jestem kobietą 100 %!!! I ognistą, jak powiedział kiedyś taki jeden... ale to było tak dawno temu, że może mi się coś pomieszało, zapomniało, albo on zmyślał. Nieważne . Wracając do trzech rzeczy z niczego... Kapelusz... hmmm wystąpiłam kiedyś w piżamie na głowie, bo to była jedyna część garderoby, która mi do małej czarnej pasowała. Nie był to może kapelusz sensu stricte tylko raczej bliżej nieokreślone coś, w kolorze dodopodobnym, pasującym do obuwia typu szpileczki. Niemniej jednak wyglądało to coś okazale i co bardziej odważne znajome pytały "gdzie to kupiłaś?" Sałatka  - najlepiej wychodzi mi taka pod tytułem "otwieram lodówkę i zmyślam". Awantura ... no właśnie... Ciut świt, dziewiąta rano, po odprawieniu obowiązków chwilowo osamotnionej matki polki, otwieram sobie necik i ...Jasna Higieniczna myślałam, że mnie trafi. Na miejscu. Szybciej niż pomyśla...

Radosna twórczość...

Obraz
… katarem inspirowana "Było to, temu rok, było w maju..." Bez pachniał podobnie jak w dalszych słowach tej piosenki -  wzdłuż i wszerz. Tylko On biedaczek tego nie czuł. Zapadł , albowiem na nieżyt górnych dróg oddechowych. I cierpiał bardzo. Tajemniczy On to taki jeden znajomy-  tfffórca. A przy okazji ktoś od gadana na GG, od pisania i czytania (żeby było jasne, on pisze, ja czytam;) Wiadomo jak to jest. Facet jak ma katar to już umierający prawie, testament zaczyna pisać i całe życie mu przed oczami staje… Ja mu nie wróg.  Niech pisze, od tego jest i za to mu płacą, ale niekoniecznie testament… Zatroskana o jego cenne zdrowie, w imieniu własnym i całego narodu, oczekującego jego tfffórczości… wysłałam na gadu-gadu taką oto wiadomość; Złapał katar Pisarzynę?       Pisarzyna pod pierzynę! Odpowiedź przyszła niemalże natychmiast; Złapał, trzyma, puścić nie chce - tylko w nosie, psiakrew, łechce . No to ja , chwyciłam za klawiaturkę,...

Trudna sztuka dyplomacji

Obraz
Zima. temperatura odczuwalna co najmniej 15 stopni na minusie. A mój telefon niemalże rozładował się  z przegrzania. Gorąca linia od rana. Zaczęło się niewinnie. Zadzwoniłam do kumpeli z życzeniami serdecznymi. Urodzinowymi. Pożyczyłam 100 lat. Zdrowia i czego tam sobie sama winszuje... Jeszcze chwilę pogadałyśmy o bzdetach. Oraz o tym że zapomniał. - Zapomniał? Ty chyba żartujesz. jak mógł zapomnieć?! Przecież zaznaczasz wszystko w kalendarzu! - Ty to jakaś chyba wczorajsza jesteś. Albo kawy jeszcze nie piłaś. - odpowiedziała - Nie wystarczy zapisać. Trzeba jeszcze przypomnieć, że jest coś takiego jak kalendarz i gdzie wisi i że na czerwono. Bo Ona, jubilatka dostojna znaczy, rokrocznie, pierwszego, a najdalej drugiego stycznia uzupełnia ogólnodostępny, dla wszystkich członków rodu, kalendarz kuchenny. Robi to bardzo sugestywnie bo smaruje po nim czerwonym pisakiem. I wszyscy wiedzą, że 6 stycznia to nie tylko Trzech Króli jest, ale i jej , szyi rodu, urodziny. Inne daty są ...

Szczęście

Obraz
Kilka dni temu... - Helołłłłłłłłłłłłł - wrzasnęła moja osobista kumpela wpadając do salonu - No? Co jest? - A co ma być? - Nowy Rok! - znowu wrzasnęła. Nie da się ukryć. Nic nie trwa wiecznie. Rok nie wyrok. Zaczął się to i skończyć się musiał. Pożegnany milionami petard. - Rozumiem, że jeszcze szampan nie wywietrzał, ale gdybyś mogła się nieco ciszej ekscytować, ewentualnie, byłabym wdzięczna. - Jak bardzo? - Wdzięczna? Dozgonnie! A już na pewno do końca dnia. Chyba zrozumiała, że głowa mi pękała w szwach, a "szatyńskie" odrosty stają dęba. - To ja zrobię kawę - powiedziała i poszła do kuchni. Mojej kuchni! Jest jedną z niewielu, które mają tam wstęp. Nie jestem pewna czy to wada czy zaleta, ale ona wszędzie czuje się jak u siebie w domu. I dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze wie gdzie kawa, cukier, łyżeczki. Nawet jak ma problem ze zlokalizowaniem czegoś, np. wyciskarki do czosnku(?) to nie pyta tylko metodą psiejsko-czarodziejską, znajdzie. - Słuchaj - zaczęła tym razem ...

Z pamietnika bibliotekarki

Obraz
... czyli sztuka nie jedno ma imię;) Będąc młodą bibliotekarką, wszedł raz do mnie czytelnik.... A było to tak. Siedzę sobie w pracy. Cisza, spokój. Jak to w bibliotece. Atmosfera do pracowania jak najbardziej dogodna... toteż pracuję ciężko. Czytam. Nie to żebym zawsze w pracy tylko czytała. Co to to nie! Co niestety z żalem przyznaję. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jako fachowiec, muszę znać literaturę. Więc poznaję ją. Dogłębnie i osobiście. Ale nie o tym miało być. Ciszę przerwała moja zacna koleżanka. Kaowiec (teraz się mówi instruktor, albo animator kultury). Wpadła z wrzaskiem. Już myślałam że coś się stało, że trzeba pogotowie wzywać...  - Ciacha przyniosłam. Rusz się i zrób kawy.  -  Ciiiiiii.... - mówię.  - Miiii? No! Mi też!  - Nie mi, tylko mnie. I nie wrzeszcz tak. W bibliotece jesteś.  - Przecież nikogo nie ma...- odpowiada, ale na wszelki wypadek rozgląda się dookoła. Zrobiłam kawusię. Popijamy. Opychamy się ciastkami. No i...

Feminizm

Obraz
Siedzę sobie w pracy i rozmyślam. Intensywnie. Po drugiej stronie biurka siedzi Nadworny. Nie mam bladego pojęcia o czym myśli , o ile myśli. Mam problem. Wielki i ciężki. Wobec tego,  że numer z przystojniakiem drugi raz nie przejdzie, muszę wymyślić coś innego. - Te? Nadworny? A czy ja ci już mówiłam, że cię lubię? - Nie przypominam sobie - odpowiedział i popatrzył podejrzliwie. - No patrz! Takie niedopatrzenie! Natychmiast muszę to nadrobić! - Nooooooo... - zamruczał - Ale właściwie to o co chodzi? - Zaraz chodzi. Ty myślisz, że ja to już tak bezinteresownie nie mogę? - Teoretycznie możesz, ale  nos mi mówi, że tu jest jakieś drugie dno. - No dobra... Przejrzałeś mnie! - Ha! Wiedziałem - wrzasnął z triumfem - To teraz gadaj. O co chodzi. - Czy ty Nadworny wiesz kiedy się kończy feminizm? - Zagadka? - W pewnym sensie. To wiesz czy nie wiesz? Gołym okiem było widać, że jeśli nawet wie to sobie nie przypomni. - On, ten feminizm kończy się jak trzeba wnieść s...