piątek, 20 stycznia 2012

Sposób na muchy


Jestem z siebie dumna. Dawno nie zrobiłam dla swojej figury tak dużo jak dzisiaj.
Zjadłam pięć a mogłam całą górę...
Muchy w nosie są zaraźliwe. Wczoraj ja, dziś jeszcze dziecko płci męskiej. Od rana snuło się jakieś takie niewyraźne, naburmuszone, z pretensjami do świata. Oraz do mnie. A to, że owsianka za gorąca, ze kożuch na niej jakiś taki grubszy niż wczoraj, że sok za słodki, że w telewizji nic. Nawet pani bibliotekarce się dostało; bo książka nudna...
- Ładujcie się! Jedziemy! - zgwizdałam towarzystwo. Pies przyleciał w trybie natychmiastowym. Syn nabzdyczony potrzebował znacznie więcej czasu.
- A gdzie? - zapytał jeszcze tonem graniczącym z podejrzeniem, że w miejsce którego on absolutnie nie ma ochoty odwiedzać.

- Do sklepu! - starłam się wykrzesać z siebie optymizm i zarazić nim małego. Nadaremno. Żadne takie na niego nie działały. Widać wirus zagnieździł się na dobre.
- Szybciej! Bo zabraknie. I co my wtedy zrobimy? - odrobina dramatyzmu powinna zadziałać.
- A czego? - zapytał. Znaczy się - zadziałało.
- Spirytusu! - dopiero ja to powiedziłąm ugryzłam się w jęcyk. Słowo spirytus, nieistniejące jeszcze w słowniku sześciolatka wywołało lawinę pytać typu; co, skąd, dlaczego, po co... Co to ja? Encyklopedia jestem?

Potem było już z górki. Zgodnie, wespół w zespół przystąpiliśmy do dzieła. Ściślej to do dwóch dzieł, bo po naradzie doszliśmy do wniosku że dla jednego dzieła nie ma co robić bałaganu.
Wymieszaliśmy i dokładnie wyrobiliśmy ze sobą   6 żółtek, 40 deko maki, 6 łyżki gęstej śmietany i 2 łychy spirytusu (ręka mi zadrżała i wlało się więcej, tak pewnie ze 3 jak nie lepiej;)
Tłuszczyk już skwierczał kiedy zębatym kółkiem cięliśmy z mocno rozwałkowanego ciasta  cieniutkie paseczki, w nich dziureczki, przewlekaliśmy i... do gara.
Jeszcze tylko cukier puder i gotowe... chruściki czy jak kto woli faworki, które w dobie drożejących w ekspresowym tempie leków doskonale sprawdzają się jako zamiennik antydepresantów i bynajmniej nie są suplementem diety;)

Syn ozdrowiał, ja jestem na dobrej drodze... Jak myślicie mogę jeszcze jednego?;)

PeeS. Przepis ściągnęłam od Fredki, autorki bloga MOJA BAJKA




43 komentarze:

  1. Nivejko! Opamiętaj się kochana! ;) No dobrze już, dobrze... możesz jeszcze jednego, ale potem to już wrzuć na wsteczny , hahaha:) Smacznego!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Mnie dzisiaj też dopadły muchy, widocznie taki dzień. Wciągnęła bym cały ten talerz pięknych faworków. A swoją drogą przypomniałaś mi jak dawno ich nie robiłam. Smacznego

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. No ja też, ale Krzyś bardzo lubi więc... dlatego włośnie dziś:)

      Usuń na zawsze
  3. Moim zdanie, jeśli uparłaś się na pięć , to już nie zmieniaj zamiarów. (chyba, że nie udało się wysmakować ile tego S. wlałaś?)


    :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. do tej pory to już na pewno zostało ze dwa, to co takie samotne na tej misce będą, wcinaj!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Matko, myślałam, że był tłusty czwartek :( coś mi się czytając pozajączkowało. Znacie mnie więc powiem po swojemu- dwa faworki (chrusty) do brzuszka i jednym pospiesznym procentowym zapić, Efekt murowany- tłuszczyku ni będzie, bo procenty zniwelują :)Tylko na młodocianego potem nie chuchaj- niewychowawczo jakoś :(

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Jest to jakiś sposób. Wilk syty i owca cała;)

      Usuń na zawsze
  6. Smaku mi narobiłaś:)


    No ale po co było to przewlekanie?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Przewlekanie przez dziurkę służy temu żeby faworki miały kształt faworka;)

      Usuń na zawsze
    2. hmmm, a moje są faworkowe, ale bez nitki;( Mzze gorsze...;(

      Usuń na zawsze
  7. Ja bym się złamał i całą górę bym pożarł, mniam:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Góra zniknęła. Na moje szczęście. Dwóch takich łasuchów się dosiadło;)

      Usuń na zawsze
  8. Och Zołzo! Jak możesz tak się znęcać! Do moich faworków jeszcze daleko - robię je uroczyście w ostatnim tygodniu karnawału. I jeszcze potrzebuję do tego krzepkiego faceta - co by ciasto porządnie wytłukł i cieniutko wywałkował. Wtedy są tak kruchutkie, że donieść je do ust trudno. Sama zbyt wiotka kobietka jestem. A że mój facet aktualnie bawi "na polowaniu", muszę się obejść smakiem lub polizać Twoje...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Pfff a wiesz, że cały dzień myślałam dziś jakby tu sobie jutro słodko dogodzić?! Pączki czy faworki? Oto jest pytanie! Przecież karnawał ciągle trwa! I stanęło na faworkach :) A może i róże zrobię :D Młody też wyraził zainteresowanie :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Na róże nie starczyło ciasta. Poza tym, chyba jednak faworki lepsze:)

      Usuń na zawsze
  10. Jak to ma tuczyć, jak to jest puste w środku? Jakaś propaganda... Też m się skojarzyło z ostatkami, ale to jeszcze ze 3 tygodnie, chyba... A na razie...Wyrzutom sumienia mówimy stanowcze NIE!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Taaaaaaaaaaaa... dziury w serze też nie tuczą;)

      Usuń na zawsze
  11. jeśli coś zostało a nie chcesz ćwiczyć silnej woli nad miską- zapakuj w bąbelki i wysyłaj do mnie- zaopiekuję się nimi:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Możesz jeszcze nawet pięć, a potem pobiegaj ze 60 razy dookoła domku z Weną u boku.
    Ja dziś pożarłam pizzę własnej produkcji, na cieniutkim cieście, a tak się nią zapchałam,że od 13,30 do teraz jeszcze nie jestem głodna. No ale skoro ją obłożyłam 20 dag szynki to była wysokobiałkowa, no nie?
    Miłego, ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Nawet gdybym chciała to niestety ... głodomory zniszczyły;D

      Usuń na zawsze
  13. Jezusicku, po północy, a ja niebacznie wlazłam i ...tak cosik czuję, że tez nagle dostałam muchów w nosie:D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Muchy od faworków? No co ty? Przecież one działają wręcz odwrotnie;)

      Usuń na zawsze
    2. No właśnie od braku tych faworków!:D

      Usuń na zawsze
  14. No, no, Nivejko podziwiam Twoją silną wolę:)
    Moja silna wola jest bardzo słaba:( i już w trakcie smażenia chrustu pożarłam ogromna ilość, że nie wspomnę ile było po:)
    Chyba będę musiała iść za Twoim przykładem , bo mi się ubrania zaczęły kurczyć i to nie od prania:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się że pożarłaś, bo faktycznie pyszne z Twojego przepisu wychodzą :)

      Usuń na zawsze
  15. :) jasne kochana! Należy Ci się!!! Miłego dnia..

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. Taaaaaaaaaak! To jest myśl! Zrobię dziś faworki. I zapomnę na jeden dzień o cyfrach na wyświetlaczy wagi. Dietę mam na co dzień a faworki są jak wielkie święto, raz, góra dwa razy w roku. Dzięki Nivejko!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Smacznego w takim razie. I niech muchy idą precz:)

      Usuń na zawsze
  17. Dzień dobry. Ale wesoło Pani napisała o tej przygodzie. A ja myślałem że to jakiś przepis na muchy fruwające i mnie zaciekawiło. Przeczytałem i się zaśmiałem. Dziękuję za opowiadanie.
    Dobrego dnia Kuba.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. uwielbiam chruściki!!
    a wałkiem wybijaliście? w sam raz na pozbycie się waporów:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. Faworki, bo taka nazwe sie u mnie uzywalo, robilam ostatni raz jakies 25 lat temu;/ Hmmm moze jeszcze kiedys przed smiercia zrobie, ale nie obiecuje;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Mój syn jest miłośnikiem... dlatego robię:)

      Usuń na zawsze
  20. a proszek do pieczenia ?
    wpadłabym jutro na gryza , ale pewnie już nic nie zostało.Dzidka

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Ciut ciut;) I nie ma ale nie powiedziane że nie można jeszcze raz się z wałkiem po wyżywać;)

      Usuń na zawsze
  21. Po raz pierwszy od lat zaniechałam produkcji sylwestrowej. I tradycja złamana... Ale karnawał jeszcze trwa, więc może za tydzień?

    OdpowiedzUsuń na zawsze