O odkurzaczu

Odkurzacz jest przyziemny. Nawet jeżeli służy do sprzątania powierzchni niekoniecznie płaskich. Nie znaczy to natomiast, że nie może być, ów odkurzacz, powodem do awantury, a co za tym idzie pogniewania się na Księcia Małżonka. Ale nie takiego zwykłego gniewania  tylko na poważnie. że bez kija nie podchodź. I nawet nie myśl, że ci przebaczę jak nie zjawisz się z bukietem polnych kwiatów, butelką (a jeszcze lepiej dwóch) przedniego wina i ... wspomnianego powyżej odkurzacza.


- Dupa się zaparzyła? -  prawie wrzasnął Książę Małżonek nie odrywając wzorku od laptopa otwartego na stronach gdzie jeden sprzedaje, a drugi kupuje. Auta. No bo co innego może być godne uwagi? Przecież wedle mniemania Książątka tylko auta się zużywają
i tylko auta można wymieniać nawet wtedy jeśli nie osiągnęły jeszcze stanu totalnego zużycia.
- Nie dupa tylko podłoga - odpowiedziałam, póki co spokojnie.
- Podłodze jest wszystko jedno czym jest odkurzana - mruknęło Książątko by po chwili niemal wrzasnąć euforycznie - MAAAAM!
Nie zareagowałam. Bo owo "maaaam" słyszałam już wielokrotnie i przestało na mnie robić jakiekolwiek wrażenie. Nawet jeśli oznaczało wypasione cudo w kolorze krwistej czerwieni.
W  metaliku. I z full opcją.
- Podłodze może jest. Mnie nie koniecznie. Mam co prawda dożywotnio 25 lat ale to wcale nie znaczy, że uśmiecha mi się dźwiganie  tego ustrojswta po schodach i to na dodatek z wodą.
- Benzyna, czerwony metalik, Międzyzdroje. Jedziemy!  - podekscytowany Książę Małżonek wysyczał euforycznie. Oczy zabłyszczały mu w sposób jednoznaczny.
- Złoty metalik, 45 minut, Kołobrzeg. Jedziemy! - odpowiedziałam znad swojego laptopa. Tak! Mam swojego i nie wstydzę się do tego przyznać.
Książątko spojrzało na mnie ledwo przytomnym wzrokiem  (znad własnego laptopa , znacznie gorszego jeśli chodzi o parametry niż mój). Zanim przetworzył  informację, ja już stałam z torbą w ręku, gotowa do wyjazdu luks torpedą produkcji, rumuńskiej na licencji francuskiej. czy jakoś tak. 
- Ale że złoty? W złotym mi nie do twarzy - odpowiedział nieco bez sensu, ale co mi tam. grunt że nie powiedział stanowczego "nie".
- Złoty czy srebrny grunt, że bezprzewodowy. Jedziemy! - kułam, żelazo póki gorące.
- Bezprzewodowa mazda? - zdziwienie widoczne na obliczu Książątka było tak przeogromne, że nie sposób było je zignorować czy też pominąć milczeniem.
- Człowieku, o czym ty do mnie rozmawiasz?  Odkurzacz! Rozumiesz, lekki i bez sznura co się plącze i o krzesła zaczepia. Czaisz? - zapytałam z niezwykłą uprzejmością. Tylko lekko podszytą ironią. Ostatecznie chodziło o bezprzewodowe, niemal samo sprzątające cudo. W każdym razie lekkie.
-  Odkurzacz? Po moim trupie. - Książątko ryknęło niczym Rejtan u Matejki - Nasz odkurzacz jest bardzo dobry bo... - tu się nieco zawahał - Bo sprawny! - wymyślił na poczekaniu- I jest wodny, znaczy się hipoalergiczny. Poza tym sama go chciałaś. O tym, że kosztował fortunę nawet nie wspomnę...
- Owszem . Kosztował. 10 lat temu!
- Ale sprawny jest nadal! - nie dawał za wgraną.
- Podobnie jak nasz samochód. Jeździ.
- Nie  - powiedział. Po prostu.
- Nie?  - zapytałam nieco bez sensu. Bo skoro się nie ruszył z miejsca i nie oderwał wzorku od monitora, to znaczy, że totalnie zignorował moje potrzeby...
Ta zniewaga będzie drogo kosztowała.
Wino, kwiaty, czołganie się p podłodze i inne takie. Oraz odkurzacz. Taki jak chcę.
Może wtedy  pozwolę się przeprosić i ... odblokuję konto;)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wszędzie dobrze...

O złamanej nodze