Posty

Pamiętnik cz.4

Ot i zagadka! No bo  skąd mąka wzięła się w pałacowej bibliotece?  W jaki sposób tajemniczy? Przecie tu nikt ciasta na chleb nie miesi ani innych łakoci nie wypieka? - Słuchajcie - władczo powiedział Aleksander do sióstr -  Mąka może być tylko w kuchni. Musimy tam iść. - Mąka może być też we młynie - dodała Felicja  z widocznym w oczach strachem.  Miała nadzieję, że wódz Aleksander nie wpadnie na genialny pomysł i nie będą musieli po nocy brodzić w śniegu w poszukiwaniu złodziejaszka. Młyn nie był co prawda daleko, tuż za dworskimi stajniami, nieopodal stawu w którym latem łowili ryby, ale chodzenie tam po nocy nie wydawało się być przyjemnością. Tym bardziej ze nie dalej jak wczoraj niania opowiadał im straszną historie o wilkach grasujących nie tylko po lasach. Mówiła, że strzec się trzeba, nigdzie daleko poza obejście pałacowe samemu nie wychodzić, bo zwierzyna wygłodzona długą zimą podchodzi coraz bliżej ludzkich osiedli.

Pamiętnik cz.3

*** - Jak to nie ma! Jeszcze wczoraj tu była! Sam widziałem - Feliks Kuczyński krzyczał  na skulonego w sobie służącego. Pan na Korczewie nie był groźny, nigdy nikomu krzywdy nijakiej nie wyrządził, ale że furiat był z niego to wiedzieli wszyscy. - Nie wiem jaśnie panie. Przyszedłem tak jak mi pan kazał. Ale księgi szanownego dziadka jaśnie pana, pana Wiktoryna, świeć panie nad jego duszą, nigdzie nie było. Groźne pokrzykiwania ojca zwabiły dzieci do biblioteki. - Co się stało tatku? -  nieśmiało zapytała Józia. Ojciec przyjrzał się im uważnie. Dzieci, które spodziewały się  łajania za to, że przybiegły nieproszone i odzywają się  bez pozwolenia spuściły oczy.  Szczęściem ojciec  za bardzo był przejęty tym czymś co chyba zginęło i czego nigdzie nie było bo zareagował zupełnie inaczej niż się spodziewały. - Braliście księgę? - zapytał tylko trochę groźnie. - Tu jest całe mnóstwo ksiąg - powiedziała Felicja która co prawda jeszcze nie umia...

Dla Jadwigi

                                                                     CeDeeN...

Pamiętnik cz.2

 Zaraz po tym jak kasztelan podlaski Wiktoryn Kuczyński, który kupił ten majątek ziemski  postanowił że będzie tu drugi Wilanów. Architekta od Radziwiłów sprowadził i kazał wybudować pałac. Miał być piękny i taki też był. Siedlecki Wilanów - tak ludzie mówili na ten dwór. Oczywiście kiedyś wyglądał nieco inaczej... Była zima. Śniegu napadało tyle, że jak sięgnąć wzrokiem wszędzie biało było. Z dachu pałacu zwisały długie na trzy łokcie sople lodu. Zapowiadał się bardzo interesujący dzień. Pewnie dlatego Felicja obudziła się wcześniej niż zwykle, zanim jeszcze niania przyszła zbudzić ją i jej młodszą siostrą Józefinę. Bo też i rumor w pałacu był taki, jak już dawno.  Dziewczynka uchyliła nieco drzwi dziecięcego pokoju i ciekawie przyglądała się trwającym w pałacu  gorączkowym przygotowaniom do balu. - Oj będzie się działo - pisnęła radośnie i tupiąc bosymi stopami po zimnej posadzce z powrotem wskoczyła pod  pierzynę.  Józię też zbudziły hała...

Pamiętnik cz1.

Uprzedzam, żeby nie było; tekst jest "dzieciowy". Powstał na potrzeby konkursu ale ... Nowoczesny autokar zatrzymał się przed bramą. Z jego wnętrza z hałasem wysypała się gromada kolorowo ubranych dzieci. - Kolejna wycieczka - siwowłosa dama w długiej sukni mruknęła pod nosem, poprawiła nienaganną fryzurę i usiadła na pięknie rzeźbionym fotelu. *** - Proszę pana, a co to? - mieliśmy jak zwykle całą masę pytań. Ciekawiło nas dosłownie wszystko. To była nasza pierwsza poważna wycieczka.  Większość co prawda wolała jechać do wesołego miasteczka albo chociaż do wioski indiańskie ale pan się uparł. A pani dyrektor go poparła. Nie mieliśmy więc wyjścia. Musieliśmy przyjechać tu, do jakiegoś okropnie starego budynku który pan nazywał pałacem. Mówił jeszcze że niektóre pałace pełniły role zamków. Zosia to nawet zapytała czy błyskawicznych czy szyfrowych. Pan się bardzo tym pytaniem zmartwił i powiedział, że błyskawicznie to nas stąd wyrzucą jak się będziemy tak głośno zachow...

Poszukiwany...

Obraz
... żywy lub w stanie ciekłym. Bo to brosze Was było tak; Wczoraj obudziłam się jak zwykle skoro świt i zaklęłam szpetnie. - Jasny gwint! - Że co? - ledwo przytomnie zapytał ten który w dniu wczorajszym nie musiał. Wstawać skoro świt. - Jasny gwint! - powtórzyłam i wygięłam w podkówkę pogniecioną snem twarz - Śniegu napadało. Znowu! A wczoraj już tak ładnie było... - Ładnie? Zima - enigmatycznie mruknęło Książątko i nakrywszy się po czubek łysiny kołderką w romantyczne magnolie zachrapało cichutko.

Smarkula (2)

Elżbieta nie była pięknością. Przynajmniej w  klasycznym rozumieniu. Niewysoka, niezbyt szczupła, siwiejące włosy ukrywała pod farbą w kolorze ciemnej wiśni. Miała za to szereg innych zalet które sprawiły, że to właśnie ją prezes Wieczorek wybrał na kochankę. Przede wszystkim nie miewała humorów, a jeśli nawet to starannie ukrywała ich obecność. Dla Antoniego zawsze miała czas, miłe słowo i jego ulubione piwo. Poza tym Elżbieta była dyskretna i mieszkała w miejscu, które absolutnie nie wzbudzało niczyich podejrzeń. Dawno temu, kiedy teść obecnego prezesa kupował ten mocno podówczas zadłużony budynek w umowie znalazła się klauzula;  że na górze z gwarancją dożywotniej nietykalności ma się zmaleć miejsce na przytulne aczkolwiek niezbyt małe mieszkanie. Jego właścicielką a zarazem jedyną lokatorką była Elżbieta.  Mieszkanie było tuż nad gabinetem prezesa. Antoni słyszał kiedy była w domu, wiedział kiedy sprząta, kiedy bierze prysznic i jak jej szklanka spadnie...