niedziela, 8 stycznia 2012

O psie

Ledwie wczoraj taka jedna Znajoma powiedziała prawie z wyrzutem;
- Te, Zołza, a czemu ty ten tego nic ostatnio co?
- W sensie że co ten i co tego? - zapytałam rzeczowo. Bo się jakoś nie mogłam połapać o co biega owej Znajomej.
- No że nie piszesz nic.
Już się chciałam oburzyć święcie, wybuchnąć, albo przynajmniej focha strzelić. Wcześniej jednak, żeby oddać sprawiedliwość przeleciałam w myślach to co ostatnio nablablałam i wyszło mi że faktycznie. Nic. Ni hu-hu.
- No tak jakoś wyszło- wyraziłam skuchę. Szczerą. A poprawy nie obiecałam z powodów czysto praktycznych; głupio tak nie dotrzymywać słowa.
- Natchnienie? - zapytała współczująco - Poszło sobie?
A co to w ogóle takiego to natchnienie - pomyślałam - Raczej się nie znamy. Głośno zaś zapytałam;
- Dowcip o migrenie znasz?
Wobec braku potwierdzenia opowiedziałam;
- Hrabina, mniejsza o nazwisko ale raczej kończyło się na "-ska" żaliła się swojemu mężowi - hrabiemu "-skiemu" że ma migrenę. Na co on, "-ski" znaczy się odpowiedział; Moja droga, migrenę to sobie może mieć księżna, królowa albo cesarzowa, a ciebie po prostu łeb na...ala.
- No a co to ma wspólnego z tobą?- Znajoma najwyraźniej nie chwytała analogii.
- A to, że natchnienie to może mieć taki dajmy na to Pilipiuk czy i inna Grochola , a ja mogę mieć co najwyżej psa.
- Psa? - oczy Znajomej robiły się z każdą chwilą coraz bardziej okrągłe.
- No przecież  - odpowiedziałam usłużnie i zawołałam - Weeeeeeeeeeeeena! Choć psino, pańcia cię za uszkiem podrapie;)

28 komentarze:

  1. Do serca przytul psaaaaa, a natchnienie Ci daaaaaa ;)

    Czasem trzeba sformatować akumulatorki :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Podrapanie pomogło Wenie? :-)
    Eumenida

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Wiesz, całkiem trudno napisać dobry tekst o psie.Do dziś ubóstwiam książkę "Puc, Bursztyn i goście". I wciąż czekam na powstanie następnej, równie zabawnej i miłej.I nawet miałam kiedyś dość nieśmiałe marzenia,żeby opisać życie codzienne mojego Flika, bo był cudownym psem, z bardzo ciekawym charakterkiem, ale każde wspomnienie o nim wypada mi sentymentalnie. Wtedy się nie złożyło, a teraz Flik hasa na Wielkich Łowach. I z pewnością Wena może być dla Ciebie natchnieniem - wiem, czasem o niej piszesz, ale jak dla mnie- zbyt mało. No a skoro "merdasz " Wenę za uszkiem, to ode mnie też ją zawsze pomerdaj.
    Miłego,;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Anabell, jeśli lubisz i psach, polecam Czarny Bim Białe Ucho (albo owrotnie z tymi kolorami) - choć to książka raczej nie do śmiechu :)

    A Weny (tej psiej) tu zdecydowanie mało :) zwłaszcza fotek

    //iimajka

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Podtrzymuje, jasne!
    Wieczorem odezwe sie na priv i ustalimy co i jak:)
    Kot juz spakowany...:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Iimajka...
    Coś mi się dłuuuuuuugo formatują;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Eumenida...
    Ona, Wena znaczy się jest niestety bardzo podobna do mnie. Może tak się godzinami wystawiać na głaskanie i ciągle jej mało;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Anabell...
    Mam świadomość, że to nie jest łatwe. Ciągle usiłuję ale jakoś mi nie wychodzi. Już sobie nawet myślałam, że opowiem komuś te wenie historyjki żeby zrobił z nich jakieś warte czytania opowiastki:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Baba ze wsi...
    Robić jej zdjęcia też usiłuję. Z efektem jak widać mizernym:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Po pierwsze - przypomniałam sobie, przy okazji, ten dowcip o migrenie ( dobry, dobry! )
    Po drugie - jeśli to zdjęcie autentyczne Twojej Weny, to uważam, że uroczy piesek i niebanalnie nazwany. Czy to może sznaucerek - bo aż taką znawczynią ras nie jestem ?(a lubię psy w ogóle i niekoniecznie czystej rasy, a czasami kundelki są najmilsze) :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Mijka...
    To może za chwilę, bo właśnie zwiała... wygłaskana i wypieszczona;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Kwoka...
    Sznaucerek. W wersji miniaturowej. Chociaż... głowy sobie nie dam uciąć, że nie jest trochę kundelkiem:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. No i cudnie zalatwilas sprawe:)) A Wene pomerdaj tez ode mnie czasem, bo w przeciwienstwie do miniaturowych tygrysow (koty) psy bardzo lubie:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Kokietka ;)
    P.S.
    Migrenę to jeszcze miała Pani Prezydentowa. Ale ta przed wojną :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Voluś...
    Sugerujesz że nie mam Weny? Otóż mam. I nawet ją przed chwilą w imieniu Star głaskałam;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. Zarzut o tym, że NIC nie robiłaś, całkowicie bezpodstawny. Przecież ostatnio poprawiałaś świat, przynajmniej próbowałaś. I tak trzymać:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. To jednak trafnie rozpoznałam ( ciesze się ogromnie ), bo Wena b.podobna do pieska koleżanki - czyli sznaucerka-miniatury o nazwie Bajka ( też ładnie, ale imię Wena wymiata! )

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. Zaraz mi się zachciało pogłaskać moje "za uszka" bo nie ma nic bardziej relaksującego niż przytulenie się do ciepłego, śpiącego psa. Pozdrawiamy Wenę!

    OdpowiedzUsuń na zawsze