Posty

Nigdy nie mów nigdy czyli ZNOWU!

Obraz
Coś mnie podkusiło. Zapewne ja sama, ale jakoś tak głupio się przyznawać, że jest się spirytus movens całego zamieszania. Zamieszania pod tytułem remont. Znowu. Miała być tylko wymiana podłogi w salonie, jadalni, przedpokoju i w wiatrołapie. W sumie ledwie 70 metrów. Kwadratowych naturalnie. Tydzień, góra półtora i po zawodach. Potem doszło malowanie. No bo przecież - Przy okazji się machnie, no wiesz, za jednym bałaganem – przekonywałam Księcia Małżonka. I przekonałam. Skutecznie. Tak więc doszło malowanie; salon, jadalnia, przy okazji kuchnia, a do tego przedpokój, sypialnia razy 3 i klatka schodowa. - Przydałoby się jeszcze listwy wymienić – bąknęłam nieśmiało.

Melodramat

Obraz
    Wczoraj (jakie to ma zresztą znaczenie kiedy) w nieprzyzwoicie późnych godzinach wieczornych, tak jedna, podobna do mnie, w sensie, że też nieobliczalna i absolutnie nieprzewidywalna, odwiedziła mnie. Kot spał i nawet nie udawał już, że pilnuje obejścia. Pies też miał wszystko w ... nawet nie w nosie tylko na samy czubku kudłatego ogona. Dzieci naturalnie również spały, ale czujnie.  Tylko ja nadal na obrotach niemal pełnych pilnowałam całej tej śpiącej zgrai. Oczywiście, że sam fakt nieprzewidywalności nie upoważnia do składania wizyt w porze ogólnie przyjętej za nieprzyzwoitą,  ale przecież nie wygonię. Jak przylazła niech się rozgości.

Pierogi leniwej gospodyni

Obraz
Dowód na to, że Bóg ma poczucie humoru znajduję każdego ranka. Wstaję, idę do łazienki, patrzę w lustro i... nie jest mi do śmiechu. Nie płaczę tylko dlatego, żeby nie pogarszać sytuacji. - Inni mają jeszcze gorzej - mruczę. Po czym myśląc o "tych co na morzu " za pomocą chemii tzw upiększającej, szczotki, suszarki  i innych narzędzi tortur robię wszystko aby straszące odbicie w lustrze zamienić na coś bardziej przyjemnego dla oka. Dowodem zaś na to, że Osobista nie jest pozbawiona tej jakże przydatnej cechy (cały czas mowa o poczuciu humoru) jest jej osobisty Osobisty.

Tytuł nadal zakałpućkany albowiem...

Obraz
Dodaj napis Zakałapućkałam się. Totalnie. Wpadłam w tryb czytelniczo melancholijny i nijak nie mogłam wypaść. Zatrybiłam się niemal na amen. Za radą pewnego znajomego Tygryska, próbowałam się wybryknąć. Wyrwać z totalnego zakalapućkania w trybach melancholii. Czytelnicza może zostać. Bezskutecznie. Tym bardziej, że im więcej czytam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że nie powinnam popełniać więcej żadnych opowiadań czy innych takich. Tak więc...Komputer zarósł pajęczyną. Robótki ręczne leżą odłogiem. Najbardziej cierpiała jednak podłoga. Czasami przydaje się przerwa. Mam ją już za sobą. Odkurzyłam. Komputer, robótki i podłogę. Takie wiosenne porządki. Co z tego wyjdzie jeszcze nie mam najbledszego pojęcia. Wszystkich zaniepokojonych niniejszym uspokajam. Żyję. I w sumie mam się całkiem nieźle. Dobrze byłoby gdyby nie ta totalna niemoc. W świetle tego co powyżej, nie ośmielę się napisać, że twórcza. Generalnie chodzi o to żeby było dobrze a nie jako tako. Bylejakość mnie nie kręci...

Remont

Obraz
 Remont to wyzwanie. Całkowicie dezorganizuje życie domowników. remont kuchni to wyzwanie do kwadratu. Demolka nie tylko dezorganizuje, ona wręcz wywraca wszystko do góry nogami! Mam to już jednak za sobą.  Zanim jednak pokażę nową kuchnię, zobaczcie starą. Tak było.... ... a tak jest teraz. Tak, wiem,  jeszcze dużo czasu zanim się "poukładam". I zanim  obecna kuchnia nabierze domowego charakteru:)  PeeS.  Siedząc przy kuchennym stole, niemrawo merdałam łyżeczką w kubeczku z kawą. - Mam dość - mruknęłam w przestrzeń - Następny remont za 30 lat. Albo i później. - Taaaa... - odparła przestrzeń głosem Księcia Małżonka. - Serio! - Jasne... - odpowiedział ugodowo i zaraz potem dodał - Zarzekała się żaba błota:D Fakt. Taka już moja natura. Nie lubię demolek ale lubię zmiany. Zatem kompromis?

Wszędzie dobrze....

Obraz
Wróciłam. Bo i czas po temu był najwyższy. Ferie się kończą. Kasa skończyła się trochę wcześniej (przecież nie będę sobie na urlopie żałować!) Zastałam stęsknionego kota,  doniczkową roślinność ledwie dyszącą, skrzynkę pełną reklam i innych takich niegodnych uwagi oraz niedomkniętą lodówkę. Wszystko zamarznięte na kość. A ja, psia kość, boję się teraz odczytu liczników. Rachunek może mnie zabić, a w najlepszym przypadku przyprawić o palpitację lub roztrój żołądka. Nic to jednak. Wszak nie samym chlebem i tak dalej... Ponadto uprzejmie donoszę, że nera, względnie korzonki zostały zneutralizowane. Aktualnie cierpię z powodu złamanego paznokcia. Dolegliwość, może nie jest zbyt dotkliwa ale za to widoczna. Zwłaszcza jak się ktoś dobrze przyjrzy;D  Co jednakowoż snu z powiek mi nie spędza. Wręcz przeciwnie. Idę odespać. Juto sterta prania, kurze do ścierania, kawa do wypicia i zaległości na blogach do nadrobienia. Dobrej nocy. PeeS. Wszędzie dobrze ale , wiadomo, w domu naj...

Lizaczki

Obraz
"Wiesz, Prosiaczku... miłość jest wtedy... kiedy kogoś lubimy... za bardzo." Kubuś jest, racjonalistą. Takie przynajmniej odnosiłam dotąd wrażenie. Może zatem powinnam napisać, że Kubuś był racjonalistą? I na skutek różnych dziwnych, zapewne nieprzewidzianych okoliczności nie tylko przyrody przestał nim być? Mniejsza o to. Faktem niezbitym jest bowiem, że o racjonalnej naturze Puchatka należy mówić w czasie przeszłym. Dokonanym! - Masz? – zapytał. Kubuś. No bo kto inny o tak nieludzkiej porze? Mógłby zadawać równie mało precyzyjne pytania? - Jeśli pytasz czy mam ochotę cię zamordować to i owszem – warknęłam w odpowiedzi i nakryłam się kołdrą. Po sam czubek kokardy. Puchatek odczekał cierpliwie aż zacznę się dusić. Doskonale bowiem wiedział (zna mnie przecież od urodzenia), że długo tak szczelnie zakryta nie wytrzymam. Do życia bowiem potrzebuję; kawy i wolności oddechu - Pytam o to co miałaś mi kupić – sapnął kiedy tylko wyściubiłam nos spod pościeli w niebieską kratecz...