Posty

Wyświetlanie postów z 2009
Obraz
W Nowym Roku życzę Wam.... S Z C Z Ę Ś C I A !!!! ... bo jak się ma szczęście ma się wszystko ... Źródło zdjęcia

Noworoczne w Starym Roku postanowienia

Obraz
Z marzeń można zrobić wszystko. Nawet konfitury. Wystarczy dodać odpowiednia ilość cukru, owoców , pomerdać, podsmażyć i gotowe... Można też sobie postanowić... Pora i czas ku temu. No to postanawiam: - Piasek w oczach czuję tylko ja, ale worki są widoczne dla wszystkich, nawet gołym okiem. Żeby więc nie obrażać niczyich uczuć estetycznych postanawiam: więcej spać . - Promocja była. One stały w takim ładnym opakowaniu. Takie eleganckie. Smukłe pudełeczko, a w środku 20 sztuk śmierdziuchów;) Cena - kusząca. Złotówkę mniej niż normalnie!!! No to kupiłam...I za jasną higieniczną nie wiem po jakiego czorta ... skoro nie pale! Postanowienie numer 2 wobec tego: nie ulegać promocjom . - Hebluj synku hebluj! Tata przyjdzie z siekierką i poprawi! - jak mawiał mój ojciec. Nie ma tak! Każdy chce zarobić. No nic na to nie poradzę. Jak ktoś jest szewcem to nie po to żeby służyć za przykład jak się powinno przeklinać, tylko żeby buty reperować. A fryzjer jest do obcinania włosów. I tak dalej... ...

Zdolna jestem niesłychanie...

- Ooooooooo - powiedziała i zaniemówiła. Wymownie i z rozdziawioną gębą. - Jedno słowo i nie żyjesz! - zagroziłam - Mam procę i nie zawaham się jej użyć! - Ale tak zupełnie nic? Czy tylko w wiadomej sprawie mam się nie wypowiadać? - zapytała wtarabaniając się do domu. - Tobie to te święta się na bystrość umysłu rzuciły chyba, wiesz! Jasne, że w wiadomej! - odpowiedziałam uprzejmie- A co tam masz? W tej walizce? - A takie tam... prezenty - powiedziała to bez entuzjazmu, wiec pewnie nie do końca trafione były - Ci przyniosłam. Może tobie się coś przyda. Ciotka z Bydgoszczy przyjechała i przywiozła to. Wyglądam w tym jak piłka futbolowa. Przymierzaj. - I myślisz, że ja to założę? To się nadaje dla Britney. Różowe takie i puchate. - No właśnie.... W walizce były jeszcze spodnie z serduszkiem na tyłku, koszulka z napisami i wściekle pomarańczowa czapeczka z daszkiem. - To co? Chcesz coś? - zapytała zrezygnowana? - Raczej dzięki bardzo. Kawy? - No! Chorego się pytają. - odpowiedzia...

Prawdziwy mężczyzna...

Obraz
 Normalni ludzie w święta śpią sobie do dziewiątej. Co najmniej.   I dopiero potem, wyspani przystępują z czystym sumieniem do świętowania. ... Normalni. Ale nie Nadworny. Bo jak ktoś zrywa mnie o ósmej z minutami wtedy kiedy według wszystkich znaków w kalendarzu powinnam się dopiero na drugi bok przekręcać, to normalny nie jest.    I żeby jeszcze w sprawie życia i śmierci... A właśnie mi się śniło... cudnie, gęsto i ... no nie ważne. Tylko trochę szkoda, że  się nigdy nie dowiem jaki był finał... - Co robisz? - E??? - Halo!!!! Żyjesz? - Chyba tak, ale pewności nie mam...- odpowiedziałam ledwie przytomnie. - No właśnie słyszę. - Ałaaaaaaaaaa.- wrzasnęłam do słuchawki. - Co się stało? - Nadworny miał w głosie nieskrywanego przestracha. - Nic. Uszczypnęłam się. W celach doświadczalnych. - I co? - Gucio. Żyję. Lepiej żebyś miał dobry powód żeby mnie budzić. - Mam - powiedział pewnie -  Się chciałem zapytać ciebie o coś. - Wal - odpowie...

Wszystkiego wesołego....!!!

Obraz
Wszystkim Dobrym Aniołom blogosfery. Tym, których znam. Tym, których poznaję. Stałym bywalcom i przypadkowym wędrowcom... Każdemu...bez względu na wyznanie, kolor skóry i orientację ... Świąt świątecznych, Niecodziennej codzienności, Dobra, Miłości, Spokoju, Ludzkiej życzliwości... Wszystkiego dobrego, Wszystkiego smacznego, Wszystkiego wesołego... Niech Dobry Duch Bożego Narodzenia będzie z nami... Źródło zdjęcia

Wolne!!!!

          Następne wstawanie na budzik dopiero 4 stycznia. Prawie dwa tygodnie rozpusty... Po szalonym tygodniu jasełkowym stwierdziłam, że  baba orkiestra jestem, albo ruska pralka jak kto woli. W każdym razie wszechstronna. Uzdolniona niekoniecznie.  Jasełka stały się już historią i występują w czasie przeszłym dokonanym. I!!!!... zapisały się złotymi zgłoskami w kronice szkolnej;) Nagły, zupełnie niespodziewany atak zimy uziemił mnie.  Zostaję w domu... Normalnie to ja jestem nieustraszona, ale teraz przyznaję, mam nieco pietrusia. 600 kilometrów to nie w kij dmuchał. Ech.... Tyle świąt już przeżyłam to i te nadchodzące jakoś opędzę... Co ważniejsze karpik, sztuk raz, też przeżyje. Darowane mu będzie i to bez konieczności spełnianie trzech życzeń. Chyba żadna rybka, nawet królewski karp nie jest w stanie spełnić tego co się w moim pokręconym umyśle zrodziło. Niech se rybka pływa i niech rybce stawik lekkim będzie. ...

Wszystkiego ... smacznego;)

Obraz
Przypomniał mi się mój ulubiony swego czasu przedszkolak, wspominany kiedyś Arnoldzik(co za imię!;)  Zdolna z niego bestia była, czego zresztą miał świadomość... - Czy pani wie, co jest potrzebne, żeby zrobić taki domek? - zapytał pokazując jednocześnie dwa złożone razem klocki. Jeden był w kształcie kwadratu, a drugi trójkątny. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć mały konstruktor dodał; - Potrzebne są, psze pani, trzy rzeczy. Zdurniałam. Widzę przecież, że klocki są dwa. Skąd więc trzy? - No? Zgaduje pani? - dopytywał - Poddaję się. Nie wiem. - Potrzebny jest taki klocek - powiedział prezentując czerwony kwadracik - taki klocek- dodał pokazując na trójkącik -  i ... taki zdolny chłopczyk jak ja! Najfajniejszy składnik domku, ukłonił się przy tym dwornie i poszedł. Pewnie konstruować kolejne skomplikowane budowle w zaciszu kąta w przedszkolnej sali. Podobnie jest z gotowaniem. Żeby zrobić wigilijne kulebiaki prosto z serca , potrzebne są:  a) składniki, b) chę...

Panie! Kup pan Karpia!

Obraz
Obrońcy praw zwierząt, w tym karpi oraz innych rybek powinni być zadowoleni z kołobrzeskich handlowców. Może nie do końca, ale jednak... W jednym z tutejszych marketów, karpia można kupić tylko w zestawie. Z wiaderkiem. Inaczej ni hu-hu. Nie sprzedadzą. Bo to wielce niehumanitarne nosić karpia w plastikowej torebce. Na to nie można pozwolić! Jak  plastik to tylko w formie wiaderka. Inaczej karpikowi jest niewygodnie. Może ma na folię uczulenie i go potem łuski swędzą?   A drapanie się płetwą... no ciężko;) Nie wszystko jest jednak nakazane. Po pierwsze można sobie wybrać karpika. Kilo, kilo pięćdziesiąt, więcej... Pełna dowolność. Również co do sztuk;) Po drugie wiaderka występują w kolorach przeróżnych. Do wyboru, do koloru... torebki czy lakieru na paznokciach.. I wszystko byłoby cacy... gdyby do zestawu karp plus wiaderko dołączona była woda... Źródło zdjęcia

Choinkowo i Nadwornie;)

Obraz
Przyszła kryska na Zołzę. Ugięłam się. Za pośrednictwem telefonii komórkowej.  Najnormalniej w świecie nie miałam innego wyjścia. I pomocy  znikąd. No to trzeba było... -No cześć! Przystojniaku! - zaświergotałam radośnie do słuchawki. Po drugiej stronie tego czegoś co sprawia, że głos dochodzi do tej osoby, do której chcemy żeby dotarł, stał sobie Nadworny. I się dziwił: - Musiało się coś stać. Tylko co? - Spokojnie. Nic takiego. Żyję wszakże - uspakajałam - To słyszę. Ale że coś to pewne jak dwa razy dwa... - Jest pięć. - Cztery. Nie rozpraszaj mnie. Bo analizuję.Po pierwsze zadzwoniłaś, co jest dziwne samo w sobie, a po drugie to "przystojniaku"??? Już wiem!!!- wrzasnął, a ja odsunęłam słuchawkę na bezpieczną dla bębenków odległość. - Co wiesz? - Wiem że czegoś potrzebujesz. I że ci zależy. - Bingo. Sherlocku. Potrzebuję i zależy mi. Bardzo. - Mów - powiedział dostojnie i chyba spuchł. Z dumy. - Chłopa potrzebuję - zaczęłam - Do... - Cooooooooooo? - przerwał ...

Nigdy w życiu!

Obraz
  Się narażę, zapewne. Trudno. Baby mają poprzewracane w głowie! Oczywiście niektóre. Nie generalizujmy. Ale czy...patrzenie na rzeczywistość przez pryzmat telewizji, filmów czy innych mediów jest   normalne? No, nie jest! Telewizja kłamie. Z  założenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś uwierzy, że jest inaczej. Żeby nie być gołosłownym opowiem  historyjkę…. Wybrałam się swego czasu z kumpelą do kina. Na „Nigdy w życiu”. Faceci uznali, że film babski i oni wolą mecz oglądać. Trudno.  Mąż mojej koleżanki  wspaniałomyślnie zaoferował się, że przygotuje nam kolację. Wracamy do domu, uśmiane, uchachane tralala... No,  ostatecznie to na komedii byłyśmy.Romantycznej na dodatek. A to zobowiązuje;) Wchodzimy do domu . Mąż kumpeli, przepasany kuchennym fartuszkiem w kwiatki, stoi w oparach dymu i z pełnym poświęceniem smaży dla nas placki ziemniaczane.  - Jacek! To ty? – pyta Ona. A głos miała taki żałosny, że serce ściskało. Wzmiankowany Jace...

O prezentach

Obraz
Przedostatni raz, o prezentach świątecznych. Słowo pioniera. Prezenty są nieodłącznym atrybutem świąt. Nie ważne czy przynosi je Mikołaj, Gwiazdor, Dzieciątko, czy inna Śnieżynka. Jadąc do pracy myślałam co to ja jeszcze muszę zakupić i.... przypomniała mi się , taka historyjka... Kilkadzieści lat temu... Siedzimy sobie, najedzeni wigilijnym żarciem i rozwijamy prezenty. Wszyscy, z wyjątkiem ojca mego rodzonego. - Nie zajrzysz? - pytam konspiracyjnie - A co to ja, skarpet nie widziałem? - Rany! Skąd wiesz że to skarpety? - Dziecko - odparł filozoficznie marszcząc czoło - znam Twoją matkę lat kilkadziesiąt  i doskonale wiem, że jej wyobraźnia w sprawie prezentów dla mnie zaczyna się na skarpetach... - A kończy? - ...na dwóch parach. Fakt. Tym bardziej dziwny, że byłam świadkiem jak bardzo fascynujące opowieści potrafiła snuć o przymiotnikach, imiesłowach i innych takich. Nikt nie śmiał się wtedy nudzić Szkoda, że nie wykazywała się równie dużą fantazją przy wyborze pr...

Dziś, we wczesnych...

Obraz
           .... godzinach porannych, przybył... Mikołaj. Taki nie wiadomo czy spóźniony trochę czy się pośpieszył. Grunt że był. Korzystając z okazji  chciałam zdementować pogłoski jakoby Mikołaj szwendał się nocami. Te bzdurne opowieści, że niby teleportuje się przez komin, też należny między bajki włożyć. Zaprawdę, powiadam wam... Mikołaj włazi drzwiami i robi przy tym takie: piiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeerduuuuuuuuuuut.... ....że klękajcie narody. Ja nie, bo się przyzwyczaiłam, ale szyby w oknach drżą z przerażenia. - Kawy???!!! - wrzasnęłam z zaplecza. - Oszyyyywiście!!! - odwrzasnął Nadworny. Radośnie. Skąd ta radość o poranku? W poniedziałek?  Podejrzane to jakieś mocno. Wynurzyłam się z zaplecza z dwoma kubkami kawy, oraz zamiarem zbadania sprawy metodą kontaktu bezpośredniego. Nadworny odstawiony jak  proletariusz na pierwszego maja, stoi i uśmiecha się głupkowato. - Mikołaja spotkałem. - O! To gdzie masz róz...

Sezonowe opowieści...

Obraz
Najbardziej popularna i powszechna w cywilizowanym świecie forma liczenia czasu to poczciwy kalendarz gregoriański. Przed i po Chrystusie. Niektórzy mówią o wiosnach... - A ileż to wiosenek sobie panienka liczy? Tak się składa, że panienka liczy jesienie, ale to szczegół. W mojej (a pewnie i nie tylko) Wsi Nadmorskiej czas dzieli się na przed i po sezonie. W rozmowach nie używa się dat , tylko... - No nie wiem dokładnie, ale to na pewno było przed sezonem, bo po sezonie to oni ten młynek do kawy już mieli.              To było... tak jakoś zaraz przed rozpoczęciem sezonu. Pod koniec maja... Siedzimy sobie z kumpelą moją na tarasie pod rozłożystym dębem. Popijamy zimne drineczki i najnormalniej w świecie obgadujemy znajomych. Podjeżdża jakiś wypasiony merolek. W aucie klasycznie: Ona i On. On, lat na oko 50 podchodzi do nas krokiem kowboja i pyta: - Pokoje do wynajęcia? - No mam - odpowiada kumpela - Na jak długo pan pot...

Majteczki z beczki

Obraz
Kiedy w końcu i nareszcie zlokalizowałam telefon, na wyświetlaczu stało jak byk: 9 (słownie: dziewięć ) nieodebranych połączeń. Nadworny się uaktywnił. Uparta bestia. Nie daje za wygraną.. - Czego?  - zapytałam grzecznie, kiedy zadzwonił po raz kolejny - Do dupy ten twój wirus wiesz - odpowiedział rozżalony. - Za mało złośliwy? - Wcale nie złośliwy! Nic a nic. Nawet kataru nie miałem. - Zielony? Nieeee. Poszła do beczki zmienić majteczki. - Co??? - Co, co? Nic ci nie poradzę. Może za słabo lizałeś? - Ja o te majteczki pytam. - Jakie majteczki? - No z beczki czy jakoś tak. Przed chwilą mówiłaś... - Owszem, ale nie do ciebie. Do syna jedynego mówiłam. - Aaaa... to nie rozumiem. Pobrudził? - Czyś ty Nadworny zdurniał. Może ten wirus ci korę mózgową zaatakował? Zamiast nosa? - zaczęłam snuć nieśmiałe podejrzenia. - Możliwe. Ale to z tobą coś nie tak jest. O majtkach mi opowiadasz. - Widzisz! Jakie mam do ciebie zaufanie! Nawet ci mogę kolor zdradzić. - ... - te kropki ...

gadu- gadanie:)

Ustawiłam sobie opis na gadu - gadu. Taki: "Dostępna tylko na receptę...;)))" No i odezwał się. Taki jeden. Zapomniałam nawet, że istnieje... On:  To ja poproszę trochę. Ja: Czego? On:  No tego co na receptę. Ja:   Recepta jest? On:  Się skołuje. Ja: Się skołuję, się zobaczy:D Tyle, że trochę się nie da. On: No to jak? Ja:  Wszystko albo nic. Zainteresowany? On:  Pewnie. Ja: - Ok. Sprzedane! Odbiór  transportem własnym. I to by było na tyle. Kupić kupił... ...a teraz się pewnie będzie migał;))) Za zupełną darmochę, bez recepty falujący kawałek, słonecznej muzyczki...:)

Zasłuchałam się....

Obraz
Na nowo odkryta, stara płyta. Muzyka sprzed lat. Kiedyś słuchałam tego na okrągło. Aż do zepsucia się gramofonu. Niemalże do zdarcia czarnej płyty. Kupiłam nową. Małą, srebrną i... bezduszną. Jakość jakością, ale winylowe płyty miały swój urok. Cała ceremonia słuchania. Najpierw wyjmowanie z okładki, potem  ochronna folia. Przejrzenie  czy nie ma rys. Jeszcze tylko zdmuchnięcie niewidocznych pyłków, nastawienie igły, czasami właściwych obrotów i... gotowe. Stara płyta, czarna i wysłużona, aczkolwiek w stanie przyzwoitym, poszła w dobre ręce (taką przynajmniej mam nadzieję:) Krajobraz pełen nadziei . To tytuł tej płyty. I faktycznie . Nadzieja wypływa z każdego akordu, z każdej ósemki i ćwierćnuty. I z każdego słowa przepięknie wyśpiewanego przez nieodżałowanego Marka Grechutę... Boska, po prostu boska muzyka. Balsam dla duszy i plaster na serducho. Taki z opatrunkiem, żeby mniej bolało. Wszystkie piosenki na tej płycie są piękne, ale ta... chyba naj. Właśnie taki...

Wyobraźcie sobie sytuację...

Taką... Do drzwi samotnej kobiety ktoś puka. Ta nieświadoma niczego, upojona beztroską niedzielnego poranka otwiera. Na progu stoi reporter z mikrofonem, a za nim kamerzysta. Z ust reportera pada pytanie: - Jaka jest pani reakcja na wieść o śmierci syna? Kobieta nie odpowiada. Jej reakcja jest niema, ale natychmiastowa. Mdleje i ląduje w szpitalu. Pytanie: Czy pan reporter jest z siebie zadowolony? Pewnie tak. Był pierwszy. A przecież to liczy się najbardziej....Najważniejsze to zabłysnąć. I nie ważne jakim kosztem. Nie jest tu istotne źródło sprawy, tylko etyka zawodowa. Czy w celu zdobycia informacji koniecznie trzeba być tak cynicznym i bezdusznym? dziennikarz powinien być rzetelny. Powinien być bezstronny. Ale przede wszystkim i mimo wszytko powinien być człowiekiem ....

O donosach...

Na jednym z blogów przeczytałam bardzo sympatyczną i ciepłą notkę, o cioci Janinie i jej książce kucharskiej... Przypomniało mi się, że niedawno porządkując papiery po moim ojcu, znalazłam teczkę z ...donosami. Takimi jeszcze z czasów głębokiego PRL-u. Donosy nigdy, przez ojca nie wykorzystane, ale zbierane. Właściwie nie wiem po co. Może dla upamiętnienia czasów? A może dla mnie, żebym poczytała jak kiedyś wyglądała rzeczywistość? Inna sprawa, że teraz wiem po kim odziedziczyłam to "zbieractwo". Wracając do donosów to, oprócz takich typowych, że Kowalski bił żonę wczoraj między "Dziennikiem" a "Kobrą" albo, że Nowak nie opuścił deski od sedesu mimo wyraźnej instrukcji umieszczonej "nad", znalazłam też taki: Iksiński z Igrekowską, tą lafiryndą, siedzieli w kiblu. Pili wódkę, zakanszlali ogórkami i uprawiali czyny lubieżne.... No comments... ;) PeeS.... Link do notki o Cioci Janinie? Proszszszsz....

Bilans...

... czyli rozliczenie roboczo/godzin. 1. Udało mi się nie spóźnić do pracy (plus dla mnie) 2. Kawusia, a przy kawusi pościk na bloga (jakieś 30 min w plecy) 3. Kolejna kawusia (tamta w tzw międzyczasie ostygła) i pościk na drugiego bloga. Trudno. Się ma. Trzeba pisać. (kolejna godzinka puszła....) 4. Pielęgniarka przyczłapała. Na ploteczki. (jakieś 30 min, bo powiedziałam, że zarobiona jestem po pachi) 5. Edycje na stronie. Dziś tylko dwie. (40 min.) 6. Kawusia... Oraz czytanie co tam ludziska popisali. To zajmuje najwięcej czasu (przeczytać, przemyśleć, wymyślić, napisać). 7. Wypracowanko dla synka pani woźnej. No tak prosiła. Nie mogłam odmówić (gdzie jest moja asertywność?) 8. Kolejne edycje na zaprzyjaźnionym portalu (czy ludzie nie mogliby sami stawiać przecinków w odpowiednim miejscu?) 9. Ups... Koniec rabotania. Czas do domciu. Bilans mocno niekorzystny. Może powinnam zgłosić to księgowej? I poprosić o odliczenie dniówki? E... nie. Oni udają, że płacą, to i ja ...

Pomór...

... padł. Oraz strach z gatunku blady. Połowa kadry się rozchorowała na ciężką postać świńskiej. Reszta chowa się po kątach, żeby nie musieć latać na zastępstwa. Mnie też coś strzyka, łamie i nos mi przecieka. Ale się trzymam. Powiedzmy, że dzielnie. - Aaaapsik! - O, proszę! Prawda! Kichnęłam sobie i zaraz z powodu braku odzewu ze strony Nadwornego dodałam: - Na zdrowie - Dziękuję - Nie ma za co! Nic. Nadal milczy. Nos zmarszczony, wzrok zamglony, mina durnowata. Znakiem tego myśli... - Haaaaaaaaalooooooooo! Tu jestem! Mówi się!- wydarłam się i pomachałam mu przed nosem łapą. - Co? - zapytał półprzytomnie. Obecny ciałem, duchem gdzieś w dalekiej krainie szczęśliwości. - Nico. - Zmęczony jestem, wiesz.... Uuuuuuuuuu... nostalgicznie, dramatycznie i zupełnie nie w stylu Nadwornego. Żołnierz by powiedział że j...e dramatem;) - Ale że co? kamienie łupałeś? Drwa rąbałeś? - E... nie to chodzenie mnie męczy - powiedział smętnie - W sensie, że do pracy. Wyspać mi się chce. Dalsza a...

Andrzeja dziś....

Obraz
 Świętego? Możliwe. Tak się składa, że żaden którego znam osobiście do aureolki nie pretenduje;) Wręcz przeciwnie . "Uparty Andrzej - często Jędruś lub Jędrek - To świetny kompan do męskich pogawędek. Ma też inne zalety (Cenione przez kobiety), Mimo, że wręcz uwielbia tokować jak mędrek." * Idę sobie wróżyć. Wiem że trzeba było wczoraj. Niestety z przyczyn obiektywno-prozaiczno-kalendarzowych, wróżę dziś. Bo? Bo wczoraj była niedziela, a w niedzielę przedszkola nie wróżą. To znaczy, są zamknięte. A że to właśnie tam, w towarzystwie zacnych czterolatków płci mieszanej odbywać się  będzie owo wosku lanie, butów ustawianie, jabłek obieranie, na szpilkę wybrańca nadziewanie ...itede,  no to.... chyba jasne co nie? Dla wszystkich moich ulubionych Andrzejów... piosenka tego najulubieńszego... O taka W linku są trzy . Te same. I podobnie jak autorka filmiku,  nie mogę się zdecydować, która wersja lepsza. Muzycznie trzecia. Zdecydowanie. Filmowo pierwsza. Bo ...

Gdzie diabeł nie może...

... tam Zołzę pośle. Może niefortunnie się złożyło nieco, że ten diabeł akurat mnie do kościoła posłał, ale... niezbadane są wyroki boskie. Diabelskie jak się okazuje też. Wrobili mnie. A ja się dałam podejść jak dziecko. I do chóru się zapisać. Wszystko przez komunistyczne okoliczności. Oraz nieobecną w chwili obecnej asertywność. Poszła gdzieś sobie małpa jedna, zostawiając mnie na pastwę losu... "Występ" na szczęście ma być jednorazowy, ale trauma potężna. Dlaczego ogórek nie śpiewa, to ja nie wiem. Gałczyński zadaje się też nie doszedł do żadnych konstruktywnych wniosków . Doskonale natomiast wiem, dlaczego Ja, nie udzielam się śpiewaczo w miejscach publicznych. - No, ale właściwie to z czego ty robisz taką tragedię co? - zapytał Nadworny, któremu z braku kogokolwiek innego wypłakałam się w mankiet. - Bo Tak! - To  nie jest odpowiedź. - Chcesz wiedzieć?! Chcesz?! To ci powiem ! Bo ja śpiewam jak Sośnicka wiesz? Zgłupł do reszty ten Nadworny. Aż mi się go żal zrobi...

Mało brakowało...

... a moje ulubione kawowe kubeczki poszłyby do raju dla potłuczonych... Wchodzę z zaplecza z tymi że kubkami,  patrzę, a Nadworny rozpłaszczył swoją czteroliterową na moim fotelu i sobie czyta... - Te Nadworny, a nie pomyliło ci się coś przypadkiem? - A co niby się miało pomylić? - Komputery Matołku! Ten jest mój!!!!!! - Osobisty? - Nie służbowy. Ale pod moją opieką się aktualnie znajduje. Jak będzie pełnoletni to się będziesz mógł dobierać. Teraz łaskawie puuuuuuuuuuuuszet stąd...bo! - Bo co? Psami poszczujesz? - Kotem. Ale za to czarnym. - O rany ! Poczytać sobie nie można?- mruknął i poszedł obrażony . Daleeeeeeeeeeeeko.... Przesiadł się, na po drugą stronę biurka. To się nazywa wyczucie chwili. Oraz fart mój życiowy, niezaprzeczalny.  Zupełnie przez przypadek i absolutnie niechcący zostawiałam służbowy komputer na otwartej prywatnej stronie bloga... Mojego. Tego na dodatek! Gdyby jeszcze Niecnotliwy, to pól biedy. Zdemaskowanie było blisko, coraz bliżej... - Daj...

Liceum, muzeum i fiu-bździu

Zakład rzecz święta! Tym bardziej jak się człowiek o słoik korniszonów domowego przemysłu zakłada.  - Taaaaa…. Ale w kucykach to byś do pracy nie poszła! -  No wiesz? Ja to bym nawet w warkoczykach poszła!  Tylko nie bardzo jest z czego zaplatać. – odpowiedziałam i dumnie zadarłam nosa. - Udowodnij! - Proszę bardzo! Gdzie i kiedy. - Gdzie wiadomo. W szkole. Kiedy? Poczekaj… niech pomyśle … - Zmarszczek dostanie jak tak będzie intensywnie myśleć – pomyślałam i szybko przestałam, bo ja też mogę się nabawić a wtedy żaden krem mi nie pomoże. - W poniedziałek. Od rana . I masz wytrzymać przez godzinę. Co najmniej. - Phi… też mi coś. Bułeczka, kajzereczka z masełeczkiem. Godzinka to mi jak pryszczyk przeleci. Schowam się między regały i przeczekam;) Przez cały weekend cieszyłam się jak ta durna, że oto jestem właścicielką najłatwiej „zarobionego” słoja z ogórkami. Korniszonkami. Wieczorem przygotowałam sobie gustowne recepturki, żeby sobie te kucyczki zrobić.. i dop...

Wieczorowa piżamka

Dostałam wczoraj prezent. Wcale nie z okazji braku okazji, tylko na urodziny. I zaznaczam, że wcale nie była to trumna, ani wieczne pióro, którym miałabym podpisać testament. Ten prezent to śliczna piżamka w różowe słonie. Słonie z trąbami do góry - bo tylko takie się liczą. Podobno. W związku z piżamką, oraz czasem urodzin rzecz jasna, przypomniała mi się pewna historyjka, która to zdarzyła się dawno dawno temu, kiedy byłam piękna, młoda i niecałowana... Chociaż ... nie to niecałowana, to chyba powinnam jednak wydeleytować;) Praktyki studenckie po pierwszym roku studiów miałam w przedszkolu. Do tegoż przybytku uczęszczał mój ulubiony przedszkolak (wówczas ulubiony, bo teraz to zdecydowanie mój syn bije go na głowę) niejaki Arnold W. Arnoldzik był zakochany we mnie po czubki odstających uszu i za nic nie mógł się rozstać, jak już przychodziła pora odbieranek. Tym razem jednak, to ja musiałam wyjść wcześniej,....  - Arnold - mówię do kleszcza, który przypiął sie do mojej nogi i ...

Młodzi, gniewni, metroseksualni...

Podsłuchane…na przerwie między matematyką a polskim… Albo odwrotnie…. - No... A, wiesz, że na miejscu Bryzy mają coś wybudować? - No co ty? Może coś takiego jak Forum? - No mogliby. Bo wiesz co, u nas to nie ma porządnego sklepu. - Masz racje. Jeden Haus, ale co to tam jest. Kupisz tam  coś, a potem patrzysz, a pół miasta w takim samym ciuchu zap….a - Prze…ne. - No… Ty, a gdzie kopiłeś tę kurtkę? No wiesz tę czarną? - W „HaeMce”, ale tam ku…a wcale kolekcji nie zmieniają. Ciągle to samo. No i te rozmiary! - No! Jakieś takie dziwne. Dobrze że jest Flo. Kubek sobie tam kupiłem ostatnio. - Kubek? Jaki? - Taki fioletowy w butelki. Były jeszcze beżowe, ale fioletowy mi bardziej do ścian pasował. - Dzwonek. Idziemy. - Masz mundurek? - Ty to jednak pojeb jesteś wiesz. Nie będę chodzić w takiej bluzie. Ona nawet czarna nie jest. I nie pasuje mi do spodni. Poszli sobie. Kolejne pokolenie metroseksualnych…. Nie to żebym miała cos przeciwko zadbanym facetom, ale to zaczyna by...

Lubię czwartek;)

Obraz
Mimo wszystko. A przede wszystkim dlatego, że ...  Ale po kolei... Kto pamięta takie dziewczyńskie czytadło, "Pollyanna" ? Można, ale nie trzeba podnieść rękę i nacisnąć przycisk. Spację na ten przykład;) Albo Enter. No i ta Pollyanna to była taka sprytna bestia co we wszystkim, nawet w złamanej nodze potrafiła się dopatrzeć czegoś pozytywnego. Smarkatej było o tyle łatwo, że za nią myślała autorka czytadła. Ja muszę sama wymóżdżyć.  Pomijając aspekt kalendarzowy, że koniec tygodnia bliski,  jedyne co mi przychodziło do głowy, to to, że w tym dniu mam tyle roboty, że nie mam czasu na czytanie, na jedzenie, na pieprzenie głupot na blogu, na ... a nie, na kawę to ja zawsze czas znajdę.... No więc*, jestem tak zarobiona, że dzień mija szybciutko i do następnego czwartku,  aż 7 (słownie: siedem) dni!!! A tym czasem... Zupełnie niespodziewanie, znienacka, przez zaskoczenie i jak na zamówienie zjawił się dziś kolejny powód do lubienia czwartku. Co prawda tego konkre...

Pan Pikuś

Wczoraj ... "Panna Andzia miała wychodne..." a dziś ...  "Przyszedł Józek, i przyniósł pączki..." - Odchudzam się! Zabieraj te kalorie!- wrzasnęłam na Nadwornego. - Od kiedy? - Od zawsze. A od dzisiaj ponownie. Nadworny puknął się znacząco w czoło, co w jego języku prawdopodobnie miało oznaczać, że totalnie mi odbiło i że on jako ten normalny to już nic nie poradzi. Jedyne co to może a) wezwać pogotowie z kaftanem bezpieczeństwa , b) osobiście pożreć wszystkie przyniesione pod postacią tłuściutkich pączków kalorie. Wspominałam, że on jest cholernie leniwy? jak nie to wspominam.  Bardziej ode mnie. Widać przekalkulował, że z ekonomicznego punktu widzenia, korzystniej będzie zeżreć wszystko... A oblizywał się przy tym jak kociak. I mnie wnerwiał. - Mniam. Pyyyyyyyyyyszota. Na pewno się nie skusisz? - Nie mogę.  Wczoraj na spotkaniu na szczycie ku czci i chwale, ogłosiłam wszem i wobec. Mam świadków. - Pytali cię? - No co ty? Nadworny? Pogięło cię? Sama ...

Wtorek? Też lubię:)

Woda. Pośpiech nie jest rozwiązaniem. Zalążek sukcesu jest już uformowany. Trzeba czekać na odpowiedni czas. No i co? Wy na to? Bo ja mimo szaroburej jesieni jak na lato! Dostałam wczoraj ciasteczko z chińską wróżbą. Zeżarłam dziś, do porannej kawy... Jakbym wiedziała, że tam w środku takie cudo siedzi to bym  nie czekała. I od wczoraj chodziła radosna jak skowronek. Jedno mnie zastanawia. Jak ja to znajdę? Ten zalążek znaczy. Bo zdaje się, że coś posiałam, nie wiem tylko co i gdzie. A jak wzejdzie, dojrzeje i ktoś zerwie. Ubiegnie mnie? ... co to może być?- pomyślała  drapiąc się w nos.... A teraz się... oddalam. "Dziś panna Andzia ma wychodne..." Mam spotkanie na szczycie. Będą mi wręczać, dziękować i gratulować. W związku z powyższym jestem w pełnym rynsztunku bojowym. Odstrojona jak kucharka na randkę z żołnierzem. Wypacykowana i ufryzowana, że o manikiurkach nie wspomnę (ups... właśnie wspomniałam;) .... No i jak tu nie lubić wtorku? PeeS. Jeszcze rel...

Jednak ... lubię poniedziałek

Poniedziałek. Ja to jestem ja. I nie mam zamiaru uczestniczyć w zbiorowej paranoi nielubienia tego  akurat dnia tygodnia. Chociaż powody pewnie by się znalazły. Na przykład dziś. Jeszcze nie spóźniona, ale wszystko na dobrej drodze, żeby tradycji stało się zadość, robię zwyczajową, poranną rundkę. Dom - przedszkole - szkoła - praca. Nagle. BUM!!! I HALT!!! Posłusznie zjeżdżam na pobocze. Światła zapalone, prędkość przyzwoita, dokumenty mam... - Dzień dobry. Starszy sierżant jakiśtam Igrek Iksiński.  Kontrola drogowa. - Dzień dobry. Coś przeskrobałam? - pytam i jednocześnie markuję odpinanie pasa bezpieczeństwa. Najgorsze, że na tylnym siedzeniu dzieciaki też nieprzypięte. Co prawda w chwili kiedy czerwony lizaczek mignął mi przed oczami zdążyłam uprzedzić, że nie mają prawa pod żadnym pozorem ruszyć się z miejsca, ale kto to tam wie, co im strzeli do głowy. - Nie, chociaż w zasadzie tak. Pas miała pani niezapięty, ale dziś akurat tego nie sprawdzamy. Dziś akcja "Trzeźwy po...

Jadę sobie...

Jeśli merdanie odnóżem w sposób wysoce nieskoordynowany komuś nie pasi z powodów chociażby estetycznych… no to się świetnie składa, że nie jest to wideo blog. Bo merdam niniejszym. Oraz mam w nosie wszystko…. I dobrze mi z tym. Jest niedziela. Z a oknem świt. Wieś Nadmorska powoli się budzi. Z przepicia, z błogiego snu sobotniego, ze złudzeń. Wszystko jedno. Wieś powoli otwiera oczy. Pojedynczo. Najpierw jedno, żeby nie było szoku. A bo to wiadomo, co się zobaczy? To miłe uczucie.  Obudzić się z własnej i nieprzymuszonej. Bez interwencji wrednych budzików. Wszystko jedno czy budziki należą do przyrody ożywionej czy są mechanicznym wytworem myśli technologicznej.  Jak budzą i wyrywają z objęć Morfeusza, albo innego sennego mara, są wredne i już. Szarość zaokienna wcale nie musi oznaczać bylejakości. Mam mocne postanowienie, że spędzę dziś dzień na łonach. Przyrody i rodziny. I będę się dobrze bawić.   Ciemadany już przygotowane. Na hasło „ Jedziemy na wycieczkę”, ...

Gdyby głupota miała skrzydła...

...lewitacja nie byłaby zjawiskiem paranormalnym. Pierwszą z licencją pilota byłabym ja… bo ostatnio z upodobaniem wielkim oddaję się oglądaniu głupcoodpornego serialu… Brzydule oglądam. Dobra! Wiem! To nie grzech, ale trochę wstyd (zarumieniłam się niniejszym po rzęsy) A na swoje usprawiedliwienie proszę wysokiej instancji mam tylko tyle, że…   - Czterdziestolatka oglądałam dla Kobiety Pracującej.  - Przystanek Alaska dla Krisa o poranku. I dla spacerującego po sennych uliczkach łosia. - Taki jeden serial, co to go jeszcze nie ma i nie ma też gwarancji, że będzie kiedykolwiek oglądałabym dla rybki. - A Brzydulę oglądam dla Wioli Kubasińskiej. Oraz dla Przemko, ale to tak przy okazji;) Jak już ich pokażą to jestem skłonna oddać się zajęciu pożyteczniejszemu jakiemuś. Ale nie zobaczenie Wioli? No katastrofa, którą przyrównać można jedynie do tego, że nagle szarańcza zniszczyła wszystkie uprawy kawy. Albo zamknęli fabrykę Kinder Bueno.    W związku z tym, ż...

Zupa jak zupa

Obraz
Latem gościłam moich starych znajomych ze śląska. Pamiętny kucharz, który szturmem zajął moją kuchnię i sprowadził mnie do roli przynieś, wynieś, pozamiataj, wrócił bumerangiem w postaci przesłanego na gadulca przepisu na cudną cebulową zupkę. Zupa jak zupa, smaczna nawet bardzo… ale ostatecznie nie samą zupą człowiek żyje. W tym konkretnym przypadku ważniejszy jest sam przepis... Nie do podrobienia. I musi być podany oryginalnie. Oto on:)   Zupa cebulowa Michała Weź rosół lub wywar.  Cebule ile lubisz, pociąć i podsmażyć na patelni na oleju lub oliwie z oliwek lub margarynie lub na jakimś tustym. Na jasno brązowo. Wciepnoć do gorcka z wywarem i gotować jakeś 15 minut Dodać abo dużo abo mało bazylii - jo dowom dużo Potym zakitować klepom ( mąka z wodą) tzn zagęścić. Dodać 1 śmietana lub jogurt, ale nie owocowy ino naturalny. Zmiksować wszystko. Jeszcze do smaku sól i pieprz i gotowe. Nalać do talerza wciepać grzanki i posypać tartom kyjzom A grzanki się robi n...

Z uwagi na to, że...

....  marudzenie jest cholernie męczące, i nie mam już na nie zwyczajnie sił, uśmiecham się. Gdyby nie uszy to na okrągło. Padam na twarz tak zwaną ( po nieprzespanej nocy to "coś" trudno nazwać twarzą) Do późnych godzin wieczornych, a raczej wczesnych  porannych waliłam z upodobaniem w klawiaturę. Nijak nie mogłam przestać. - Już dość babo – mówiłam sobie -  skończysz jutro. - Guzik – odpowiadałam sama sobie – Jutro to ja zapomnę, co nazmyślałam i będzie po zawodach. A teraz, siedzę i podpieram się nosem. „Nie pomaga nawet ósma kawa” – jak śpiewał kiedyś kabaret Otto. Za to zdecydowanie nastrój poprawi mi chałwa… mniam… pyszota… Jeden batonik równa się jakieś 500 kalorii. A to się równa 5 godzin intensywnego brykania na aerobiku, na który nie mogę chodzić, z powodu prozaicznego (nie mylić z prozakiem). Ten powód to wcale nie nagła, ale długotrwała absencja zakontraktowanego. Oraz brak w bezpiecznej odległości babci, cioci, dziadka, wujka czy innego asortymentu opie...

Zdarzyło się to....

   ... bardzo dawno temu.  W czasach, których nie pamiętają najstarsi blogerzy, a kurczaka na butelce robiło się... na butelce. Teraz  są takie sprytne i śliczne urządzenia. Wystarczy nadziać delikwenta na wspomniane urządzenie, wlać wodę, posypać przyprawami ulubionymi i do piekarnika. Kiedyś wcale nie było to takie proste. Ani, jak się okazało oczywiste.     W moim domu szefem kuchni był ojciec. Mama, od zawsze gotowała i  nadal gotuje, bo musi.  Będąc na gościnnych występach studenckich w stolycy, jadłam gdzieś, nie pamiętam u kogo, danie pod tytułem kurczak na butelce . Pyszny był. Zadzwoniłam więc do domu z rewelacją, że oto odkryłam Amerykę! - Mamo?! Cześć. Wszystko super. Żyję, mam się dobrze, gaz w kieszeni noszę (mama straaaaasznie bała się Warszawy). Daj mi tatę. Coś tam pomruczała o niewdzięczność mojej i o zaniku solidarności jajników, ale słuchawkę grzecznie przekazała. - Mecz jest. Co chciałaś? - Ojciec nie był zbyt chętn...

Wczorajszy dzień...

Obraz
... miał być od początku do końca szmaciany. Miałam szeroko zakrojone plany wysprzątania chałupki od parteru po piętro. Bez strychu, bo tam to chyba trzeba by ekipę zawezwać... Plany planami, a życie życiem. Odebrałam maila. Od znajomej jednej co się tfffórczością para. A tam rozpacz w kratkę (w tym mailu) Ratunkuuuuuuuuuuu!!! Nie wiem co dalej! Zmyślisz? Jak nie ty to już nie wiem kto. I nie zapominaj, że to ty mnie w to wrobiłaś. No masz! A co to ja ? Zawód wykonywany : zmyślacz? Niemniej jednak, poczułam się mile połechtana. Weryfikacja planów była tylko częściowa. Po prostu; szwendałam się po domu z kajecikiem - kapownikiem i  laptop cały dzień  był włączony. Bo a nóż, widelec, łyżka się trafi i coś zmyślę? Szorując kibelki doszłam do wniosku, że tak dalej być nie może, że baby sprzątają a faceci uprawiają sporty ekstremalne siedząc przed telewizorem. Z braku możliwości zemsty na osobniku ożywionym, zemściłam się na zmyślonym. Od dziś będzie pantoflarzem. I bę...